Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Kwestie różne, ale podróżne.

Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj...

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary Wczoraj, 15:27   #851
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,069
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 13 godz 28 s
Domyślnie

Do tej pory używałem chińskiego.
Podstawa mikstury to imbir, kurkuma (w Intermarche) kupiłem swego czasu za 16zł/kg, ów cynamon i pieprzem jako mocno synergiczny z kurkumą.
Równolegle nieśmiertelny czosnek itd.

Kupiłem cejloński na allegro. Porównam. Cejloński nie ma tyle kumaryny
Dzisiaj zjadłbym muchomora, gdyby miał mi pomóc. Czekają mnie cztery dni zapier...
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Wczoraj, 21:06   #852
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,069
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 13 godz 28 s
Domyślnie

Przygoda, to wyrwa w rutynie.
Wszystko może być przygodą. Np. ogródek.
Załączone Grafiki
Typ pliku: jpg IMG_20260327_093621.jpg (150.1 KB, 3 wyświetleń)
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 08:15   #853
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,069
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 13 godz 28 s
Domyślnie

Niemy bandyta.

Największe bogactwo mego mieszkania stanowi widok roztaczający się z moich okien: morze i pokryte lasami wzgórza otaczające Gdynię. Na dach przed moimi oknami można od biedy dostać się po gałęziach olbrzymiego drzewa włoskiego orzecha, rosnącego przed domem. Przejście z dachu do mieszkania nie przedstawia wielkich trudności.
Gdy wróciłem któregoś dnia do domu, nic nie wskazywało, by ktoś obcy dostał się do mieszkania. Okna wyglądały na nienaruszone. Szyby były całe. Powiesiłem płaszcz w moim miniprzedpokoju. Przeszedłem przez pokój, w którym piszę przy oknie z widokiem na Hel. Żadnych śladów bytności obcego człowieka. W sypialni zdjąłem kurtkę i podszedłem do drzwi pokoju, w którym pracuję. Na drzwiach są szaragi. Za drzwiami kaflowy piec z drzwiczkami od paleniska. Za nimi drzwi do umywalni.
W momencie gdy byłem odwrócony plecami do drzwi od łazienki i usiłowałem powiesić rozpiętą już na wieszaku kurtkę, poczułem nagle przyłożoną do kręgosłupa lufę rewolweru. Zastygłem z rękami podniesionymi do góry. Odwrócony plecami do napastnika, czekałem na jakiś jego rozkaz. Przyszło mi na myśl, że musiał znajdować się w łazience, w chwili gdy byłem odwrócony do niego plecami, i błyskawicznie wsunął się do sypialni przez bezszelestnie otwierające się drzwi. Wtedy przystawił mi lufę rewolweru do pleców. Byłem zaskoczony niezwykłością nieprzewidywalnej i — jak mi się wydawało — najzupełniej bezsensownej sytuacji. W żadnym wypadku nie mógł to być czyjś żart. Czekałem milcząc.
— Panie, o co panu chodzi?
Bandyta milczał.
— Pieniądze są w kurtce. Kilkaset złotych. Powiesiłem ją przed chwilą na drzwiach.
Brak odpowiedzi.
— Panie, nie mogę się domyślić, czego pan ode mnie chce. Proszę powiedzieć.
Głucha cisza.
— Jak długo ma pan zamiar mnie tak trzymać?
I to pytanie pozostało bez odpowiedzi.
Sytuacja wydawała mi się coraz bardziej bezsensowna. Gdyby nie dobrze wyczuwalny koniec lufy, przytknięty do pleców, myślałbym, że zasnąłem stojąc i śnię. Usiłowałem wczuć się w sytuację bandyty. Dlaczego milczy? Jeśli mnie nie unieszkodliwi, podniosę alarm. Za łup kilkuset złotych nie opłaci mu się siedzieć. Prawdopodobnie jest to nowicjusz. Być może zastanawia się, co będzie, jeśli mnie zamorduje. Ale w jaki sposób? Strzał posłyszeć mogą sąsiedzi. Uwięzić mnie w pokoju nie może, bo jak sam już się przekonał — żadne drzwi w domu nie zamykają się na klucz, z wyjątkiem wyjściowych.
Rozumując dalej, doszedłem do wniosku, że do mieszkania trafił przypadkowo i nie zdążył wyjść przed moim powrotem. Zaskoczyłem go. W mieszkaniu oprócz książek nie ma nic wartościowego. Stara maszyna Remington do taśmy jedenasto milimetrowej, której już nikt nie produkuje.
— Panie — mówiłem do bandyty — rozumiem, dlaczego pan milczy. Pomylił się pan. Nie mam do pana pretensji. Będzie pan mógł spokojnie odejść. Nie mam zamiaru pana ścigać. W mieszkaniu oprócz książek, starej maszyny do pisania i kilkuset złotych nic więcej nie ma. Nie wiem, co pana do mego domu sprowadziło. Zbierał pan na drzewie orzechy i wpakował się bezmyślnie w trudną sytuację, bo drzewo do pana się nie nachyliło, gdy chciał pan zejść z dachu. Jeszcze raz powtarzam, nie mogę się domyślić, co pan zamierza i czego pan chce. Proszę, niech pan wreszcie powie.
Bandyta uparcie milczał. Zacząłem tracić cierpliwość.
— Jeśli pan nie chce, bym pana widział, bo może jest pan moim znajomym, to ja przesunę się do łazienki, zamknie pan od niej drzwi paskami wiszącymi w szafie obok. Przywiąże pan klamkę od łazienki do drzwiczek pieca. Nie będę mógł uwolnić się natychmiast, pan tymczasem wyjdzie spokojnie z domu. Zanim uda mi się wybić szybę w drzwiach łazienki i zdjąć paski z klamki, pan już będzie daleko. Zgadza się pan?
Bandyta milczał.
— Proszę pana, wydaje mi się, że jest to najbardziej rozsądne i dla pana korzystne rozwiązanie. Jeśli to panu nie odpowiada, proszę powiedzieć, czego pan chce ode mnie?
Bandyta milczał.
— Jeśli panu nie dogadza moja propozycja kompletnej bezkarności, znaczy to, że chodzi panu o coś zupełnie innego. Czy przyszedł pan mnie zabić? Jeśli tak, jest pan zupełnie niepoczytalny, a na to nie mam już żadnej rady. A więc niech pan strzela! Proszę przesunąć lufę wyżej i w lewo. Nie mam ochoty długo się męczyć.
Bandyta milczał.
— Nie chce pan strzelać z tyłu? Niech pan strzela z przodu. ODWRACAM SIĘ!
Zrobiłem półobrót w lewo, lufa rewolweru przesunęła się po plecach i po chwili usłyszałem stuknięcie trzonka miotły o kafle pieca. Wychodząc z domu, zostawiłem miotłę w równowadze chwiejnej przed drzwiami łazienki. W chwili gdy wieszałem kurtkę, miotła zmieniła się w niemego bandytę, przykładając mi koniec kija do pleców. Kij wspaniale imitował lufę rewolweru.

Treść z: „Kapitan Własnej Duszy. Borchardt znany i nieznany” Ewy Ostrowskiej.
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 08:57   #854
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,069
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 13 godz 28 s
Domyślnie Baśnie z tysiąca i jednej nocy

Pamietacie?
Gdzies tam w pomroku wykasowanych postow El pisal...

Dzień dobry,
zawsze bałem się pustyni. Może nie tak, jak dżungli, bo dżungli to boję się bardziej niż hipochondryk koronawirusa.
Przemierzam teraz rowerem pustynię, taka prawdziwą, bez wody, bez niczego, bez ludzi... Dziwne... niczego mi nie brakuje.
Nieuchronnie zmierzam ku dżungli... cha cha. Może mnie jednak wcześniej pustynia pochłonie. Tne ją na szagę ale ona mnie nie chce... codziennie, niezmiennie wypluwa.

Przyplątał się mi jakiś szajbnięty Francuz i nie odpuszcza. Ni chuja go nie rozumiem.
Taszczy ciężki w chuj akordeon w trudzie, jak ja pcham mego ruska i tak razem przez te piachy już od bodaj czterech czy pięciu dni, brniemy bez sensu na południe.
Wieczorami tniemy razem. On na akoerdonie, ja na defilu - polskiej gitarze, co ni chuja nie stroi. Dostałem ja w prezencie od kolegi, którego babcia była ostatnim prezesem tej lutniczej fabryki a gitara rzeczona, ostatnim instrumentem, który upadłą fabrykę opuścił.

Wieczory upływają nam mniej więcej w takim klimacie:



tak sobie popierdalamy... nie ma potrzeby nic rozumieć.
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 09:03   #855
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,069
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 13 godz 28 s
Domyślnie Baśnie z tysiąca i jednej nocy

Dzień dobry,

pora procesu wybrana nie przypadkowo.
Strach zabija duszę a ona musi mi jeszcze trochę towarzyszyć. Musi, nie musi...
Idzie jak krew z nosa, bo pustynią nie da się jechać na rusku. Trzeba ruska pchać a kiedy wieje... Dlatego nie będę już tędy wracał.

Wspierają mnie wyże znad Atlantyku. Natura uparcie pcha mnie w objęcia dżungli, ja uparcie pcham ruska. Zasadniczo nie jest to nic nowego. Nauczyłem się go pchać w niebotycznych górach po środku niczego ale to jak pierdnięcie muchy w huraganie. Pierdnięcie do tego, co się dzieje tutaj.
Kusi asfalt z jednej strony i wiatr, który wieje w plecy, czasami ze znaczną siłą.

W plecaku mam Gobi Messnera i Zielone piekło Maufraisa. Czytam, kiedy jestem sam. Jeszcze nie pora na zielono piekło. Nadejdzie z porą deszczową.
Teraz mam tego Francę na karku... No nie da się typa nie lubić.
Zresztą nie umiem mu powiedzieć po prostu "spierdalaj", bo nie wiem jak to jest po francusku. Miałem rozmówki polsko-francuskie ale zgubiłem.
Jest gógle translator w hammerze ale nie działa i nie będzie.
Bo tryb jest - lata 80-te.

Ukraina tylko "nie z trybu", bo rocznik 1974. Zresztą miałem dwa ruski do wyboru. Ją albo białorusina MWW3, młodszego ale w takiej podróży doświadczenie ma znaczenie.
Piszę, kiedy mam dostęp do internetu. Mam, to piszę. Europa się nie liczy.
Nie ma już Europy lat 80-tych. Afryka bywa. Pustynia jest.
No i jest Franca z akordeonem...

To, czego nie ma to pieniędzy i odwrotu. To, co jest na 100%, to znana choroba cywilizacyjna XX/XXI w. To nie bzdet - koronawirus, bo ten zdaje się teraz poniewiera (umysły bardziej) Europejczyków. Moja to prawdziwy król.
Ten król nie bierze jeńców.
Jest jeszcze dziennik w kratkę i długopis. Nikt nie wierzy, że pisze go ja, dopóki nie przeczyta. Ten charakter pisma absolutnie nie pasujący do sprawcy...
Długopis z jednym wkładem, którego na pewno nie zużyję do końca.

Gdzieś tam dotarło, że "mnie już nie ma". Moje serce zostało w domu, podróżuje ciało, oba łączy dusza i żona.
Ale nie o tym, bo resztki łez wyciska... a H2O w cenie jest.

Tu i teraz wstaje słońce i wstaje Żak. I się kurwa cieszy... Król życia. Nijak nie pasuje mi do trybu... ale jest. Jego marzeniem (najprawdopodobniej) jest przejechać się koleją Nawazibu – Zuwirat w wagonie towarowym, na węglu czy tam rudzie...
My marzymy o kolei transsyberyjskiej, Francuzi o mauretańskiej. Niech mu będzie na zdrowie, też się przejadę. Toubkala mam za sobą, przede mną/nami ostaniec Kudjat Idżdzil.
Pierwotnie w ogóle o tym nie myślałem ale spotkałem Francę. Franca Żak. Strasznie mu te nadane przeze mnie imię pasuje. Pasuje mu w sensie, kiedy go tak nazywam. Umie już całkiem ładnie powtórzyć:
- wstawaj kurwa franco żaku!
Z dobry kwadrans tłumaczyłem mu zawiłości polskiego języka w kwestii zwrotu "franca żak" - "franco żaku".
Wydaje mi się jednak, że nie do końca zrozumiał, o co chodzi. Powtarza jedno i drugie, nie oczekuje nagrody. Podejrzewam, że "wstawaj kurwa" traktuje jako "dzień dobry".
Wstaje i szczerzy zęby.

Wczoraj, kiedy po raz kolejny pokazywał mi wyświechtane zdjęcie z jakiejś francuskiej gazety - murzyna na węglu w wagonie kolei mauretańskiej zrozumiałem, że coś nas jednak łączy.
Franca Żak ma 63 lata a ja dokładnie tyle ile kolej mauretańska. Czy to jest jakiś znak?



Franca Żak.

Cdn.
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 09:29   #856
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,069
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 13 godz 28 s
Domyślnie

"Baśń" pisałem z początkiem marca 2020.
Teraz jadę do roboty. Nie udało mi się pozbierać, trza będzie cierpieć jak na pustyni.
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 16:54   #857
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,069
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 13 godz 28 s
Domyślnie

Wytrzymałem do 15-tej.
Karpik zauważył, że mam ryj tak czerwony, jak najbardziej czerwony komunista. W komunie przeżyłem 26 lat więc doświadczenie mam.
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 18:52   #858
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,069
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 13 godz 28 s
Domyślnie

Szukając inspiracji.
https://www.facebook.com/share/r/18dec4iPqw/

__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 20:36   #859
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,069
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 13 godz 28 s
Domyślnie

Zdycha mi się, czyta mi się...

Mam cztery gitary. Nic takiego. Esteve nr 1. Typowe flamenco i dwie Yamahy. C40M i CG120-A. Ta druga wpadła mi w ręce przypadkowo. Bez strun i brakuje siodełka w mostku.
Bardzo jestem ciekaw jej brzmienia.
Wyląduje na przegląd:
http://segaguitars.com/o-mnie/
Czwarta to akustyk.

A skoro gitarowo, to zacytuję gitarową historię z profilu aeroświr.

W 2008 roku kanadyjski muzyk Dave Carroll leciał przez lotnisko Chicago O’Hare. W pewnym momencie pasażer siedzący obok niego spojrzał przez okno i powiedział: "O mój Boże, oni rzucają gitarami." Okazało się, że pracownicy obsługi bagażu faktycznie rzucali instrumentami podczas rozładunku samolotu. Wśród nich była gitara Carrolla – warta około 3500 dolarów Taylor.
Po wylądowaniu okazało się, że instrument jest zniszczony. Carroll przez dziewięć miesięcy próbował uzyskać odszkodowanie od United Airlines, ale linia odmówiła wypłaty, tłumacząc, że zgłoszenie zostało złożone po 24-godzinnym terminie reklamacyjnym.
Wtedy muzyk zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał. Napisał piosenkę pod tytułem "United Breaks Guitars" i wrzucił ją na YouTube w 2009 roku.

Film w ciągu tygodnia osiągnął milion wyświetleń i stał się najpopularniejszym klipem muzycznym na świecie. Do dziś ma dziesiątki milionów wyświetleń.
Skutki były bardzo poważne. Sprawa stała się głośna na całym świecie, a według analiz wartość akcji United spadła o około 10%, co przełożyło się na spadek wartości firmy o około 180 milionów dolarów. Wszystko przez jedną zniszczoną gitarę i źle potraktowanego klienta.
Linia lotnicza w końcu zadzwoniła do Carrolla z przeprosinami i zaproponowała odszkodowanie, ale było już za późno. Muzyk odmówił przyjęcia pieniędzy i poprosił, aby przekazano je na cele charytatywne. United przekazało 3000 dolarów na instytut jazzowy Thelonious Monk Institute.

Historia stała się później studium przypadku w Harvard Business School jako przykład tego, jak w erze internetu jedna historia klienta może wpłynąć na wizerunek i finanse wielkiej korporacji.
Bo czasami jedna piosenka może być silniejsza niż dział prawny dużej firmy.



A skoro gitara, to i muzycznie. Minęło tyle lat, ile żyję od czasu, kiedy w polskim radio puszczono pierwszy raz Beatles'ów.
To wszystko jest coraz bardziej smutne. Mój czas przyspiesza. I to jest zgodnie z ogólną teorią względności zgodne, bo ja wyraźnie zwalniam.
Dzisiaj kulminacja.
Grabież jednej godziny akurat teraz, kiedy ja się muszę regenerować...

Chamstwo i wielkomieszczaństwo.
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz


Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:15.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.