|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
#29 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,039
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 2 godz 49 min 57 s
|
Zatem było 5:32 Przystanek Oliwa.
W "południe" targi. Potem się przejechałem na Centralną, bo tam "mój" pkp miał zaplanowany ciut dłuższy postój. Następnie zostałem zawieziony owym do Sokółki już z opóźnieniem 17 minut. O tyle to było dla mnie istotne, że zachód słońca na wschodzi jest szybszy niż na zachodzie i zasadniczo jak najmniej się chciałem tarabanić po ciemnicy na wieś. Miałem do tej pory w nogach 40km a przede mną jeszcze 26/28km. Oczywista wybrałem najkrótszy dojazd i to był błąd. Jeszcze dwa lata temu, tak dzielony dystans byłby dla mnie "średnim" wyzwaniem. Tym razem jednak...? Roczny rozbrat z rowerem plus powrót na forum... To może wyjałowić człowieka geriatrycznego ![]() No więc czekając w wagonie nr 13 w Białym na przetoczenie lokomotywy czułem się już do cna wyjałowiony. Rower ćwiczyłem ledwie od tygodnia, wracając nawet z Rumi do Przystanku Oliwa na tymże ale to nie giancie tym (tylko innym)i nie z plecaczkiem, któren to teraz wciskał mnie w siodło kpiąc z pośladków - już plujących jadem. Dojazd do gminnego, sennego miasteczka zajął mi dwie godziny, co nazwałem sukcesem. Odliczałem każdy metr i mając już tablicę miasteczka za sobą bezceremonialnie przebiegł mi drogę kot... Przebiegł sobie dobre 100m przede mną, w świetle ulicznej lampy widoczny jako kot czarny. Może nie był czarny ale był kot a przed kotem wagon nr 13. Kto nie jest przesądny, temu to wisi. Robiłem wszystko mentalnie, by i mi to wisiało ale ja niestety jestem przesądny. Z wrażenia zapomniałem spluć przez lewę ramię i... Pół godziny później pchałem już rower obciążony dodatkowo 5-cioma piwami w opakowaniach szklanych i kilogramem kiszonej kapusty. Na szczęście tego pchania było ledwie 2km, stąd domniemywuję, że kocur nie do końca był czarny ale jednak. 21.10 otworzyłem podwoje wiejskiego domu. W środku nic się nie zmieniło. Otworzyłem piwo i wziąłem się za rozpalanie w piecu. Wypakowałem zawartość plecaczka, w tym dwa słoiki. Jeden z golonką (samemu pieczoną), drugi z wątróbką za 2,99zł/kg. Taka promocja była. Kurze podroby, to obecnie najtańsze jedzenie i biorąc pod uwagę udział przetworzonego jadła w naszej diecie obecnej, to jest o jedno ze zdrowszych pokarmów mimo wszystko. Nawet, kiedy nim te kurczę padło pod nożem, przyjmując może sterydów i antybiotyków, to jednak nie jest to pestycyd ale... nie o tym. O zdrowiu ciut później. Ostatni wsad do pieca poszedł o 0.30. Zbiegł się z ostatnim łykiem piwa. Byłem dokładnie 20h na nogach, dupie, pedałach itd. Wyziębiona zimą chata powoli nabierała ciepła...
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|