|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
![]() |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
#31 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,407
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 4 dni 2 godz 45 min 46 s
|
A dziękuję Melonie. Już zacząłem samotnie usychać...
Ale to nie koniec wycieczki. Jesteśmy w innym wymiarze. - Rany Julek... Dumam, patrząc na przemoczone buty... Chyba trzeba będzie utajnić fakt mokrych butów. Rzucam w eter, ot tak... ![]() Ale bylaby bura, gdyby tata był z nami/ Śmieje się Marysia. - A z dziadkiem? P. R.Z.Y. G.O.D.A! odpowiadają szkraby chórem. To co... zwijamy się. Pójdę sprawdzić drogę ewakuacji przodem. Wygląda na to, że czeka nas spora wspinaczka z rowerami. - Idź dziadek przodem, my za tobą. Zatem pcham rower pod górę. Zatrzymuję się w polowie i patrzę jak sobie moje drapichrusty radzą. ![]() Patrzę i... w moim sercu podziw dla współpracy jaka tu ma miejsce, powoli zastępuje duma. Normalnie jestem wzruszony. najpierw trzeba było rower Marysi ze skarpy przy brzegu wtarabanić na ścieżkę, bo w ferworze parkowania się zsunął. Kacper ciągnie za przednie koło, Marysia za tylne. Rower Marysi aluminiowy, lżejszy od kacperkowej stali. Zatem Marysia wyprzedza Kacpra, który mozolnie swój rower pcha, zostając jednakowoż z tylu. Marysia się ogląda, porzuca rower i wraca do brata. Wspólnie pchają jego rower.... ![]() Podziw, duma, satysfakcja, szczęście. Widząc tę współpracę jestem po prostu spełniony. Dochodzimy jednak do kilkunastometrowego odcinka, na którym muszę przenosić rowery. Po kolei, jeden za drugim. Tymczasem szkraby, w tych mokrych butach szaleją wśród młodnika modrzewi. - Dziadek, nazbierałam tych zielonych igiełek. Zrobimy z nich napar! To modrzew Marysiu. Sprawdzimy w domu w internecie, czy będzie możliwy do picia. - Ja sprawdzę w telefonie? Szelmowski uśmiech z zawieszonym pytaniem. A ty cwaniaczku... Wiesz, że z dziadkiem telefon w twoich rączkach ma tyle szans co... pierdzik w huraganie ale... po takiej wycieczce, zobaczymy, co da się zrobić ![]() Do ścieżki rowerowej kilkaset metrów drogą szutrową. Po przypomnieniu zasad bezpieczeństwa ruszamy. Nieznaczny ale jednak ruch samochodowy ma tu miejsce. Marysia prowadzi naszą kolumnę rowerową, kiedy nagle!!...
__________________
Hering vagy. Még ha a köveid Sziléziától Pomerániáig szarná is magukat, akkor sem lennék egyedül, ha itt írhatnék magamnak. |
|
|
|
|
|
#32 |
|
Moderator
![]() |
Takiś mondry?
A dzieciakom wytłumaczyłeś dlaczego jak wrzucają do wody kwadratowy kamień, to się fale w formie kółek robią?
__________________
www.kolejnydzienmija.pl 2014: Żatki Bolek na promie kosmicznym 2015: Veni Vidi Wypici 2016: Muflon na latającym gobelinie 2017: Garbaty Jednorożec 2018: Czarny Jaszczomp 2019: Rodzina 50ccm plus 2020: Żółwik Tuptuś 2021: Chiński Syndrom 2022: Nie lubię zapierdalać 2023: Statek bezpieczny jest w porcie, ale nie od tego są statki 2024: Uwaga bo ja fruwam 2025: Ekwipunek Załogi Gogurka 2025: Cztery i pół Afryki 2026: Bambo ze Zgierza |
|
|
|
|
|
#33 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,407
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 4 dni 2 godz 45 min 46 s
|
Jo! Po płaskim uważasz Szanowny, że kółek nie będzie? Ja wiem, że będą ale ja wiem... wszystko
![]() Wracamy do ...!! Marysia zalicza fik... na szutrze przed kierownicą i ...ołek za. Uślizg przedniego koła pod górkę. Zbiera się jednak szybko i... nic! Otrzepuje się z szutrowego kurzu. - Dobrze, że założyłam długie spodnie! Były by kolana zdarte. Po chwili: - Dziadek! Jeszcze łańcuch mi spadł! Zakładam. Ani śladu po sztucznym dziadku. Dłonie dziadka klasyka. Ubrudzone konkretnie. To już trzeci łańcuch tego dnia. Jeden Kacprowi, dwa razy Marysi ale jazda konkret. Kto tam pamięta o mokrych butach. Pizga konkretnie. Wracamy pod silny wiatr ale wrażeń tyle, że nikomu to nie przeszkadza. Dwa spore podjazdy przed nami. ![]() To już ostatni. No prawie. Kacper goni Marysię. Nie dogonił. Ale za górką "ucieka". Szatan musi wygrać cały etap. I wygrywa. Nam z Marysią został jeszcze ostatni odcinek. ![]() Dopiero tu czuje, że jest umordowana. Do domu rzut beretem. Wpadamy na chatę. Kacper już babci melduje, że... Marysia dodaje bo... Ja siadam na kanapie. Podbiega do mnie Mikołaj. Wspina się mozolnie po nodze na kolana, staje przy barku i manifestuje swoją radość waląc dziadka rączka po głowie. Na koniec próbuje się na dziadka wspiąć... Jak to robi Marysia i Kacper do dzisiaj. Tradycja. Kacper niezmordowany... ![]() Marysiu... Patrzę na obraz za oknem. Może... poczytamy coś? rzucam w eter z nadzieją, że będzie chwila spokoju. - Dobra dziadek... Chwilę się zastanawia... A może zagramy w ping ponga? Matko Bosko... Czytamy wieczorem. To znaczy Marysia czyta. Czyta jak z nut. Co to za bzdurna bajka? Pytam. - Eee... to dla czterolatka i czyta dalej. Płynnie, z intonacją. - Ty przypadkiem nie znasz ją na pamięć? Nieee... Czytałam ją ostatni raz chyba z pół roku termu. Babcia w międzyczasie szuka miotły, by "coś tam pozamiatać" jak to babcia. Chodzi po całym domu i nie może znaleźć. - Marysiu, nie wiesz gdzie w tym domu jest miotła?! Babciu... Pytana się uśmiecha. W TYM DOMU MIOTŁA MOŻE BYĆ... WSZĘDZIE. Kładziemy dzieci spać. babcia układa Marysię, ja Kacpra do snu. Muszę się położyć koło gagatka. Okłada mnie swoimi maskotkami, przytula, ściskając mnie mocno. Leżę na za małym łóżku, jak na madejowym. Skręcony, opatulony. Mijają minuty. Oddech Kacpra staje się regularny. Powolutku wstaję. Kacper się przewraca, szuka lewą rączką czegoś/kogoś, kogo tam nie ma. Wracam na pozycję. Podsuwam moją dłoń pod jego rączkę. Ściska ja mocno i przyciąga do siebie. Czuję w takiej chwili ogromną więź z tym małym ciałem. Nie ma lepszej terapii, leku jak ten kontakt. Matjas... Choćby twoje skały srały od Śląska po Pomorze, nie będę samotny, pisząc tu dla siebie. P.S. Wracamy że Strażnikiem Domowym do domu. Jutro jednak ponownie się spotkamy. Będę niespodzianką o poranku i kibicował im na poważnych zawodach w judo. Marysia osiągnie pierwszy taki "życiowy sukces". Stanie na najwyższym stopniu podium. Kacper tym razem na trzecim miejscu ale po wspaniałym boju, w ostatniej walce. Na 7 sekund przed końcem walki sędziowie zatrzymują zegar. W tym momencie drapichrust jest upominany, za nieprawidłowy chwyt. Przegrywa przez wazari. Ma już za sobą dwie przegrane walki. Do tej pory walczył, jakby nie był sobą. Jego trenerka (mistrzyni Polski, medalistka mistrzostw Europy) powie potem. - Nie nie wiem, co się stalo... Na treningach rzucał kolegami jak workiem kartofli a tu... Zegar pokazuje 7 sekund. Na przeciw niego chłopak wyższy o głowę, masywniejszy, cięższy... Sędzia wydaje komendę hajime! Zacisdkam pięści, wargi i wszystko! 7...6...5...4...3...2...1 RZUT!! W ostatniej sekundzie!! Wazari! Ale to remis... Sędziowie się naradzają. Sędzia na macie podchodzi, każe ustawić się zawodnikom na przeciw siebie. Ręką wskazuje... Kacperka!! ![]() 2h później walczy Marysia. IPPON, WAZARI, IPPON. Hurrra, hurrra, hurrra!! Z wrażenia podwoiłem liczbę klubów. Ale impreza na 6 fajerek była. Na matach powyżej tylko młodsze roczniki. Połowa startujących zawodników. Do zobaczenia!
__________________
Hering vagy. Még ha a köveid Sziléziától Pomerániáig szarná is magukat, akkor sem lennék egyedül, ha itt írhatnék magamnak. Ostatnio edytowane przez El Czariusz : Dzisiaj o 17:15 |
|
|
|