Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Kwestie różne, ale podróżne.

Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj...

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary Dzisiaj, 12:13   #831
Wegrzyn
 
Wegrzyn's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Apr 2009
Miasto: Monschau / Radoszewice
Posty: 2,018
Motocykl: RD07
Przebieg: 44000
Wegrzyn jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 miesiące 3 dni 12 godz 8 min 25 s
Domyślnie

Przy zakupie witamin Webasto gratis
__________________
XRV750 RD07 / BMW R1200RT
Wegrzyn jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 14:06   #832
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,041
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 4 godz 30 min 55 s
Domyślnie

Ten wyjazd, to nie była...



To był wyjazd edukacyjny.
Z pewnymi kłopotami.
Np. kupnem biletu z Przystanku Oliwa do Sokółki z przesiadką w W-wie Zachodniej. Kluczem był rower.
System nie akceptował roweru na tej trasie. Akceptował z przesiadką na Wschodniej.
Miała być W-wa Zachodnia, bo stamtąd mi było bliżej rowerowo (i przede wszystkim szybciej) do Ptak EXPO.

System się uparł.
Postanowiłem się nie upierać. Kupiłem jak Kasa PKP przykazała. Ów problematyczny odcinek przejechałem sobie na gapę.
Targi były poświęcone stolarstwu. Mnie interesował konkretnie jeden temat. Temat stolarski ale w wersji makro. Obróbka ciesielska z wykorzystaniem profesjonalnych narzędzi.
Konkretniej - np. wycinanie zamków. Jeszcze konkretniej - np. łączenia popularnie nazywanego jaskółczym ogonem na wrąb, czyli łączenie dwóch belek/płazów pod kątem 90st.

Zatem utknąłem na chwilę przy stanowisku mafell`a. Niestety pan przedstawiciel nie miał o tym zielonego pojęcia. Był szablon, całkiem spory (Arunda System) ale nie do tego, czego ja potrzebowałem.
Może pan był już zmęczony. Dzień targów trzeci, w południe. Miał prawo być zmęczony. Sprzęt super.
Np.:
- Pilarka łańcuchowa ciesielska... Nawet nią pociąłem sobie (z regulacją kąta cięcia). Nawet mam film z operacji, bo fajna pani mnie zachęciła. Bardziej fajna od pana. Stwierdziła po cięciu, że jestem idealnym, marketingowym modelem. W sensie mój pokaz cięcia - idealny. Jak w reklamie: kup zestaw witamin a dostanie webasto. Byłem witaminą. Cena "targowa" - 23 516,00 zł + VAT.
- Frezarka górnowrzecionowa, cena: 2 936,00 zł + VAT.
- Akumulatorowa frezarka do wręg, cena: 9 908,00 zł + VAT.
Poza tym dłutownica i wiele innych.

Mocno okupowany był dział Festool`a. Też uznana marka.

No i firmy od strugarek/wyrównywarek z całą potęgą stołów roboczych umożliwiających prace w kilku płaszczyznach plus mocno już profesjonalny sprzęt do kompleksowej obróbki drewna.

No cóż... Pozostaje mi skorzystać z wiedzy pana inż. Franciszka Kopkowicza, tabl. XVL str. 40 wydania z 1947: Ciesiołka wiejska i małomiasteczkowa.
W niej instrukcja:
"... rysunek 120 przedstawia rzut pionowy lewej i prawej strony ściany od strony zewnętrznej. Dla ułatwienia wykonania węgłów podaję w rys. 121, 122, 123, 124 sposób, który w praktyce nie zawodzi. Wg rys. 120 dzielimy wysokość płazy na 12 części.
Wycinamy listewkę o długości równej dwu szerokościom płaz i odcinamy na pionowych 2, 3, 4 części, otrzymanych z podziału płazy. Na rys. 122 odkreślamy szerokość węgła, oś płazy i zaczynamy odrys listewka jak na rycinie.
Rys. 123 przedstawia drugi odrys od czoła płazy, a na rys. 1124 końcowy odrys.
Jeżeli zajdzie potrzeba pozostawienia szpar między płazami na uszczelnienie, np. wełnianką, to na miejscu osi wstawiamy wymiar szpary. tak samo w niczym nie zmienia się posługiwanie listewką, jeżeli zajdzie potrzeba pozostawienia z węgła ostatków..."

Nie sprawdzałem już cen systemu Arunda mafell`a. Ów jest szablonem oczywista, który umożliwia prowadzenie frezarki górno-wrzecionowej ograniczając do zadanego posuw.
Wycięcie listewki/szablonu wg instrukcji inż. Franciszka Kopkowicza kosztuje...

A tak, to wygląda.


Łączenie na zrąb/zręb. Tzw. węgieł słowiański.


Do instrukcji obrazek.
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 15:11   #833
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,041
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 4 godz 30 min 55 s
Domyślnie

Zatem było 5:32 Przystanek Oliwa.
W "południe" targi.
Potem się przejechałem na Centralną, bo tam "mój" pkp miał zaplanowany ciut dłuższy postój.
Następnie zostałem zawieziony owym do Sokółki już z opóźnieniem 17 minut.
O tyle to było dla mnie istotne, że zachód słońca na wschodzi jest szybszy niż na zachodzie i zasadniczo jak najmniej się chciałem tarabanić po ciemnicy na wieś.

Miałem do tej pory w nogach 40km a przede mną jeszcze 26/28km. Oczywista wybrałem najkrótszy dojazd i to był błąd.
Jeszcze dwa lata temu, tak dzielony dystans byłby dla mnie "średnim" wyzwaniem. Tym razem jednak...?
Roczny rozbrat z rowerem plus powrót na forum... To może wyjałowić człowieka geriatrycznego
No więc czekając w wagonie nr 13 w Białym na przetoczenie lokomotywy czułem się już do cna wyjałowiony.

Rower ćwiczyłem ledwie od tygodnia, wracając nawet z Rumi do Przystanku Oliwa na tymże ale to nie giancie tym (tylko innym)i nie z plecaczkiem, któren to teraz wciskał mnie w siodło kpiąc z pośladków - już plujących jadem.
Dojazd do gminnego, sennego miasteczka zajął mi dwie godziny, co nazwałem sukcesem. Odliczałem każdy metr i mając już tablicę miasteczka za sobą bezceremonialnie przebiegł mi drogę kot...

Przebiegł sobie dobre 100m przede mną, w świetle ulicznej lampy widoczny jako kot czarny. Może nie był czarny ale był kot a przed kotem wagon nr 13.
Kto nie jest przesądny, temu to wisi.
Robiłem wszystko mentalnie, by i mi to wisiało ale ja niestety jestem przesądny. Z wrażenia zapomniałem spluć przez lewę ramię i...
Pół godziny później pchałem już rower obciążony dodatkowo 5-cioma piwami w opakowaniach szklanych i kilogramem kiszonej kapusty.
Na szczęście tego pchania było ledwie 2km, stąd domniemywuję, że kocur nie do końca był czarny ale jednak.

21.10 otworzyłem podwoje wiejskiego domu.
W środku nic się nie zmieniło. Otworzyłem piwo i wziąłem się za rozpalanie w piecu.
Wypakowałem zawartość plecaczka, w tym dwa słoiki. Jeden z golonką (samemu pieczoną), drugi z wątróbką za 2,99zł/kg. Taka promocja była. Kurze podroby, to obecnie najtańsze jedzenie i biorąc pod uwagę udział przetworzonego jadła w naszej diecie obecnej, to jest o jedno ze zdrowszych pokarmów mimo wszystko.
Nawet, kiedy nim te kurczę padło pod nożem, przyjmując może sterydów i antybiotyków, to jednak nie jest to pestycyd ale... nie o tym. O zdrowiu ciut później.

Ostatni wsad do pieca poszedł o 0.30. Zbiegł się z ostatnim łykiem piwa. Byłem dokładnie 20h na nogach, dupie, pedałach itd. Wyziębiona zimą chata powoli nabierała ciepła...
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 15:50   #834
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,041
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 4 godz 30 min 55 s
Domyślnie

Szykuje się rozbrat z piwem.
Nie nie wiem, na jakich warunkach jeszcze. Od dwóch lat piję rzadko. W sensie spożywam alkohol Zabrzmiało to tak, jak bym wcześniej chlał wręcz. Nie.
Fakt, że od stołu wstaje ostatni ale od dwóch lat narzuciłem sobie limit.

Zasadniczo powszechna jest (winna być) wiedza, że "alkohol to zguba ludzkości"... Piwo zawsze traktowałem jako słabszy wzorzec ale ma jeden ogromny minus. Powoduje szybki i wysoki wyrzut insuliny. To tak, jakbym jadł jeden pączek za drugim.
Zatem to takie moje pożegnanie z Afryką. Zostawiam sobie jego konsumpcję na wyjątkowe okazje, tak jak do tej pory czyniłem z mocnymi alkoholami. Raz w roku, to często bywało.

Po co o tym piszę...?
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 17:03   #835
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,041
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 4 godz 30 min 55 s
Domyślnie

Ogólnie, to czuję się winny.
Nie było mnie ledwie 5 dni a świat oszalał.
Tymczasem w piątek miałem szybki przegląd z rana stanu ogumienia. Nie wyglądało to dobrze. Potem wiejskie spotkanie robocze z przeglądem niektórych rozwiązań konstrukcyjnych w chałupie okiem miejscowego cieśli, służącego mi swoim wieloletnim doświadczeniem i radą.
Spodobała mu się moja koncepcja zachowania oryginalnej tkanki. Autentycznie spodobała.

Chłop w okolicy nie jeden piec postawił i to on weźmie na siebie odtworzenie trzonu kuchennego. Obgadaliśmy przy okazji moje doświadczenia z "paleniem w piecu", bo zastanawiający jest obieg ciepłego powietrza w całym systemie.
Bo nie jest wcale też tak, że wszystko leciało w piecowych konstrukcjach na jedno kopyto. Jak to ostateczni jest, wyjdzie w praniu.

Mnie tymczasem pozostało nic innego jak zdążyć z zakupami (w tym większych łatek do łatania opony od wewnątrz) przed topieniem ciuka.
nie chciałem nikogo z zaprzyjaźnionych sąsiadów kłopotać podrzuceniem mnie do wiejskiego agro w mieście. Uznałem, że przemarsz z buta dobrze zrobi mojej kondycji.
8km zrobiło mi tak, że nie marzyłem już o niczym więcej, poza topieniem ciuka w rzeczce i moczenia ust w piwnym alkoholu. Z nadzieją jednakowoż, że tego dnia pójdę wcześniej spać, jak Pan Bóg przykazał i noc będzie bardziej przyjazna.

Wszystko poszło jak należy. Konsumpcja browarnej piątki, palenie w piecu, w tym przygotowanie zapasu opału. Co do piwa, to konsumowane było słabsze. W polskiej kulturze spożywania piwa słabsze, to te poniżej 5%. Niepasteryzowany kasztelan spełnia ten warunek. Niestety, i tej nocy wstawałem do toalety 5 lub 6 razy. I to mimo świetnego samopoczucia oraz wczesnej pory ułożenia się do snu.
W sobotę kulminacja zmęczenia. Brałem pod uwagę wcześniej nawet powrót w sobotę ale zbumbliłem piątek a tu jeszcze dodatkowa inwentaryzacja rozwiązań konstrukcyjnych przede mną...

Lekki niedoczas... Ponowny spacer "do miasta", już luźniejszy. Zapadła decyzja, że wracam w poniedziałek. Namówiła mnie Strażnik Domowy, której zwierzyłem się z piwnych doświadczeń.
Zrobiłem zatem zakupy pokarmowe, w tym golonkę z warzywami i barszczem w torebce. Ze słabą silną wolą dokupiłem jeszcze 6-ciu kasztelanów. Jak kończyć, to z przytupem.
Najważniejsze, pogoda rokowała i czyniła dobro. Południowa strona chaty nawet ładnie się dogrzewała w słońcu.

To i korzystałem z faktu, ogołacając ciało z zewnętrznej skorupy, wystawiając zwłoczyny do słońca. W ciągu pół godziny wyprodukowałem w sobie morze wit. D. Sądzę, że 30 000 jednostek minimum.
No i ten spokój... Z telefona słucham muzyki. Starego, polskiego rocka. Tego mniej znanego. W ogóle to niemal trójmiejskiego.
Z tego środowiska wywodziło się tyle znanych kapel, co i mniej znanych. Tu zaczynał karierę rockową Niemen.



Kto "siedzi w Niemenie", ten wie co (i kto) był powodem napisania tej piosenki, która ma dokładnie tyle lat, co ja...
"...czas upływa jak sen..."
"...zgubiłem twój ślad i teraz w świat, pójdę już sam...?

Tym razem nie zebrałem ze sobą gitary. W ogóle wyjeżdżałem tak, jakbym szedł po bułki do sklepu, pakując się o 4.30, bo niby nie miałem co... Dobrze, że nie zapomniałem czołówki...

Tak, że w sobotę naprawdę byczyłem się przesuwając ostatnie pomiary na niedzielę, która również zapowiadała się ładnie i co istotne, nie była już alkoholowa. W miejsce alkoholu był proszony obiad. Schabowy z kapustą, dukane z masłem ziemniaki i surówka z białej kapusty z dodatkami.
Na obiad jechałem już rowerem. Mijając Romka, zaatakowały mnie jego psy podwórkowe.
Taki wesoły przerywnik. Trzy psy konkretne. W tym potężny pitbull. Już na sam widok jej (bo to suczka) tradycyjnie posrałbym się w majty ale ją akurat znam. bardzo towarzyska i radosna. Ale doberman złapał mnie za buta.
Zanim zleciały się kolejne. Na szczęście wystarczyło zejść z roweru i przywitać się "pitbułką".

To, co zapomniałem zabrać ze sobą, to silny gaz pieprzowy. Teraz mógłby się przydać ale w czwartek wieczorem jechałem przez Puszczę Knyszyńską i to na ten odcinek dedykowany miał być gaz.

Spać poszedłem mając za oknem morze gwiazd, które niemal biły się o mnie, tylko sięgnąć i rwać jak pierwsze, wiosenne owoce...
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 18:30   #836
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,041
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 4 godz 30 min 55 s
Domyślnie

Niedziela rano, ten sam problem.
Później były psy, obiad i powrót na chatę. Powtórka z psami. Tym razem po przywitaniu z pitbułką chwytam za kamień. Natychmiastowa reakcja. Zapamiętam.

Wczesnym popołudniem inwentaryzuję chałupę w konkretnym celu. Wyłapać wszystkie rozwiązania. Niektóre przeczą logice budowy/zastosowanego rozwiązania w konstrukcji chaty.
W przypadku stodoły ogarnąłem w końcu konstrukcję przyłapu i rolę jaką akurat tu (i w ogóle) pełni.
Godzina konkretnych pomiarów, drugie tyle dokumentacja wątpliwości/szukania dziury w całym. Konkluzja jedna. Czytać dokładniej opracowania, które posiadam. Do tego wszystkiego potrzeba trochę wyobraźni przestrzennej a ta mi gdzieś ulatuje.

Sarkopenia, bark ruchu. Fizyczny zjazd po równi pochylej. Na to jest tylko jedno lekarstwo. Nie można jednak przedawkować.
W poniedziałek dosypiam ile mogę po nocnych "czuwaniach". Niedziela wolna od piwa ale organizm już w trybie przedawkowania węglowodanami piwnymi ze wsparciem prostaty.
Wstaję 7.50
Oczy spuchnięte. To u mnie symbol... wyspania. Mimo wymuszonych przerw, gdzieś regeneracja miała miejsce. Ogólnie fizycznie czuję się dużo lepiej niż w piątek np. Dużo lepiej.

Drugie, to twarde posłanie. To nie jest mój domowy materac. To drugi czynnik, który zawsze wymaga dłuższej adaptacji. Przyzwyczajenie ciała do niewygód.
Sprzątam chatę, podgrzewam barszcz, który przed drogą wypiję. Golonkę pakuję do litrowego słoika, do drugiego kiszoną kapustę. Pakuję trzy jajka ugotowane na lekko twardo.

Startuję 11.15.
Pociąg regio mam 15.25, 15.50 TLK.
Przede mną 40km.
Z tyłu głowy - potencjalna, kolejna skucha opony. Tym razem poświęciłem przy łataniu opony należytą koncentrację. Minęło 48h. Co miało się zwulkanizować... Ok, skup się na działaniu. Trasa wyznaczona asfaltowo. Nieciekawie wygląda profil trasy. Nieciekawie pod kątem mojej fizyki. Bardziej pod górę w mocno pofałdowanym terenie. W południe wiatr miał mi sprzyjać, potem zmienić kierunek na wmordęwind.

Zatem jadę.
Jadę "po nic".
Mniej więcej w połowie drogi trafia mi się prawdziwa perła z lamusa..
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest online   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 20:19   #837
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,041
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 4 godz 30 min 55 s
Domyślnie









Jeden z dwóch lamusów (ten ma dopisek plebański) podcieniowych na Podlasiu.
Z wrażenia nie zdokumentowałem konstrukcyjnych detali ale nie omieszkam przy kolejnej okazji.

Może jeden post poświęcę rozwiązaniom na moim przykładzie.
Podrzucam jeszcze oryginalny szkic instrukcji z rysunkami do odwzorowania na belce/płazie inż. Kopkiewicza.



A tu...

...mój lewy narożnik ściany północnej, a tu...


...prawy.

Dociekłem ostatecznie jak wygląda wieniec mojej chaty.
Mój dach, to dach rozporowy bezwiązarowy. Stężenie przeciwko sile wiatru kompensują wiatrownice. Para krokwi łączona u góry bantem jest zazębiona z belką stropową.

Dokładnie jak na tym szkicu Kopkiewicza.



W moim przypadku elewację północną dzieli łątka (jej ideę rozumiem) ale nie rozumiem czemu przesunięto płazy o połowę w górę? Ti idei nie łapię.
na tej ścianie poprzedni właściciel zastąpił podwalinę rzędem betonowych bloczków. Tu się chata niczego nie trzyma. Podwaliny (normalnie) są spięte zamkami (tworzą dolny wieniec oparty na fundamencie kamiennym) i dodatkowo łączenie narożne było wzmacniane metalową klamrą (jak w moim przypadku).

Dom ogólnie wymaga wypoziomowania, bo jego narożnik lewy (zachowując oznaczenie) od strony elewacji południowej opadł o 13 cm licząc poziom między nim a prawym.
Zatem chatę wypoziomuję, wymieniając tę betonową podwalinę i nie jest powiedziane czy tę od strony wschodniej również.

W niedzielę wymienialiśmy dyrdymaly z jednym, fajnym kumplem i ostatecznie mnie przekonał, by najpierw "robić" dom a później brać się za stodołę.

Stodoła to mieszaniec węgłowo-sumikowy. Na szczytowej ścianie zachodniej narożniki spięte są konstrukcją węgłową (jak dom) i tu się konstrukcja w miarę trzyma, choć płazy "powypadały" z łątek. Obrazek poniżej.


Podwalina chowa się w "podmurówce"... Ta ciągnie wilgoć z gleby i...

Teraz to nasłoneczniona dość strona ale wcześniej zarośnięta chaszczami konkretnych leszczyn byla.

Ściana wschodnia (domowa) to konstrukcja sumikowo-łątkowa. W miejsce zrębu są słupy. I tu się mocno temat rozjechał, bo brakowało kleszczy/mieczy.

Nie wiem, czy nie zaliczę konkretnego, ciesielskiego szkolenia dla takich jak ja. Bo takie namierzyłem. Konkretnego... tak wynika z trzydniowego programu i ten obejmuje to, na czym mi zależy. Cena nie zabija jak dojadę... rowerem
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest online   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:45.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.