Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Kwestie różne, ale podróżne.

Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj...

 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Prev Poprzedni post   Następny post Next
Stary Dzisiaj, 17:03   #31
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,041
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 3 godz 56 min 34 s
Domyślnie

Ogólnie, to czuję się winny.
Nie było mnie ledwie 5 dni a świat oszalał.
Tymczasem w piątek miałem szybki przegląd z rana stanu ogumienia. Nie wyglądało to dobrze. Potem wiejskie spotkanie robocze z przeglądem niektórych rozwiązań konstrukcyjnych w chałupie okiem miejscowego cieśli, służącego mi swoim wieloletnim doświadczeniem i radą.
Spodobała mu się moja koncepcja zachowania oryginalnej tkanki. Autentycznie spodobała.

Chłop w okolicy nie jeden piec postawił i to on weźmie na siebie odtworzenie trzonu kuchennego. Obgadaliśmy przy okazji moje doświadczenia z "paleniem w piecu", bo zastanawiający jest obieg ciepłego powietrza w całym systemie.
Bo nie jest wcale też tak, że wszystko leciało w piecowych konstrukcjach na jedno kopyto. Jak to ostateczni jest, wyjdzie w praniu.

Mnie tymczasem pozostało nic innego jak zdążyć z zakupami (w tym większych łatek do łatania opony od wewnątrz) przed topieniem ciuka.
nie chciałem nikogo z zaprzyjaźnionych sąsiadów kłopotać podrzuceniem mnie do wiejskiego agro w mieście. Uznałem, że przemarsz z buta dobrze zrobi mojej kondycji.
8km zrobiło mi tak, że nie marzyłem już o niczym więcej, poza topieniem ciuka w rzeczce i moczenia ust w piwnym alkoholu. Z nadzieją jednakowoż, że tego dnia pójdę wcześniej spać, jak Pan Bóg przykazał i noc będzie bardziej przyjazna.

Wszystko poszło jak należy. Konsumpcja browarnej piątki, palenie w piecu, w tym przygotowanie zapasu opału. Co do piwa, to konsumowane było słabsze. W polskiej kulturze spożywania piwa słabsze, to te poniżej 5%. Niepasteryzowany kasztelan spełnia ten warunek. Niestety, i tej nocy wstawałem do toalety 5 lub 6 razy. I to mimo świetnego samopoczucia oraz wczesnej pory ułożenia się do snu.
W sobotę kulminacja zmęczenia. Brałem pod uwagę wcześniej nawet powrót w sobotę ale zbumbliłem piątek a tu jeszcze dodatkowa inwentaryzacja rozwiązań konstrukcyjnych przede mną...

Lekki niedoczas... Ponowny spacer "do miasta", już luźniejszy. Zapadła decyzja, że wracam w poniedziałek. Namówiła mnie Strażnik Domowy, której zwierzyłem się z piwnych doświadczeń.
Zrobiłem zatem zakupy pokarmowe, w tym golonkę z warzywami i barszczem w torebce. Ze słabą silną wolą dokupiłem jeszcze 6-ciu kasztelanów. Jak kończyć, to z przytupem.
Najważniejsze, pogoda rokowała i czyniła dobro. Południowa strona chaty nawet ładnie się dogrzewała w słońcu.

To i korzystałem z faktu, ogołacając ciało z zewnętrznej skorupy, wystawiając zwłoczyny do słońca. W ciągu pół godziny wyprodukowałem w sobie morze wit. D. Sądzę, że 30 000 jednostek minimum.
No i ten spokój... Z telefona słucham muzyki. Starego, polskiego rocka. Tego mniej znanego. W ogóle to niemal trójmiejskiego.
Z tego środowiska wywodziło się tyle znanych kapel, co i mniej znanych. Tu zaczynał karierę rockową Niemen.



Kto "siedzi w Niemenie", ten wie co (i kto) był powodem napisania tej piosenki, która ma dokładnie tyle lat, co ja...
"...czas upływa jak sen..."
"...zgubiłem twój ślad i teraz w świat, pójdę już sam...?

Tym razem nie zebrałem ze sobą gitary. W ogóle wyjeżdżałem tak, jakbym szedł po bułki do sklepu, pakując się o 4.30, bo niby nie miałem co... Dobrze, że nie zapomniałem czołówki...

Tak, że w sobotę naprawdę byczyłem się przesuwając ostatnie pomiary na niedzielę, która również zapowiadała się ładnie i co istotne, nie była już alkoholowa. W miejsce alkoholu był proszony obiad. Schabowy z kapustą, dukane z masłem ziemniaki i surówka z białej kapusty z dodatkami.
Na obiad jechałem już rowerem. Mijając Romka, zaatakowały mnie jego psy podwórkowe.
Taki wesoły przerywnik. Trzy psy konkretne. W tym potężny pitbull. Już na sam widok jej (bo to suczka) tradycyjnie posrałbym się w majty ale ją akurat znam. bardzo towarzyska i radosna. Ale doberman złapał mnie za buta.
Zanim zleciały się kolejne. Na szczęście wystarczyło zejść z roweru i przywitać się "pitbułką".

To, co zapomniałem zabrać ze sobą, to silny gaz pieprzowy. Teraz mógłby się przydać ale w czwartek wieczorem jechałem przez Puszczę Knyszyńską i to na ten odcinek dedykowany miał być gaz.

Spać poszedłem mając za oknem morze gwiazd, które niemal biły się o mnie, tylko sięgnąć i rwać jak pierwsze, wiosenne owoce...
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest online   Odpowiedź z Cytowaniem
 

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:35.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.