Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Kwestie różne, ale podróżne.

Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj...

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02.02.2026, 15:03   #711
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 907
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 6 godz 21 min 17 s
Domyślnie Zapiski bałkańskie FINAŁ

I tak z tymi przesiadkami dojechałem do Cadcy.
W Sahach wczorajszego wieczora żegnał mnie bardzo ciepły, bezchmurny wieczór. Skalite przywitało mnie deszczem i kilkoma stopniami.
Próbowałem przeczekać trochę pogodę na dworcu ale po dwóch godzinach pora była w końcu ruszyć do Bielsko Białej.
Wczesnym popołudniem byłem na miejscu. W gawrze Lupiego.
Po tej wycieczce kupiłem sobie pierwszy od 10-tek lat rower. Z przerzutkami itd. nazwałem go Lupi.
Lubię nadawać nazwę przedmiotom. Zyskują dzięki temu duszę. Lupiego skradziono mi w trakcie remontu Przystanku Oliwa.

Nabiłem nim sporo km. Był marki fahrad manufaktur. w 2024 kupiłem tej marki "salonowca".


Sam sobie sprawiłem mały prezent na urodziny. Kosztował tyle, co te czeskie dłuta z książką razem wzięte.

13 stycznia 2024 zrobiłem nim sobie wycieczkę po trójmiejskiej promenadzie. Prezentował się znakomicie.








Prawdziwy elegant.

I na tym opis tej wycieczki zakończę, podobnie jak dalsze pisanie. Co prawda chciałem jeszcze koszty wrzucić jako ciekawostkę, za ile da się, za ile można podróżować ale...
Forumowy edytor bardzo mi odpowiada ale ja forum nie. Miał rację Dubel. Nie udał mi się ten powrotny eksperyment.

Konto sobie zostawię. Pasuje mi ten nick - El Czariusz...
Będę "czarował" gdzie indziej.
Wygrałeś Matjas ciesz się własną nicością tutaj do woli.

Ten obrazek dedykuję sympatykom.


Niech spełniają się Wasze marzenia.

I moje...

...też.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02.02.2026, 15:06   #712
matjas
 
matjas's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: May 2008
Miasto: Brzezia Łąka
Posty: 16,056
Motocykl: nie mam AT jeszcze
matjas will become famous soon enough
Online: 4 miesiące 3 tygodni 19 godz 56 min 0
Domyślnie

Nikt nie powiedział Ci abyś się wynosił ale jebniesz focha jak zawsze. No cóż skoro taka wola.

Będę w nicości oczekiwał Twojego ponownego nadejścia.
__________________
'Przestań naprawiać kiedy zaczynasz psuć' - Ojciec matjasa
matjas jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 07.02.2026, 09:44   #713
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 907
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 6 godz 21 min 17 s
Domyślnie

__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 08.02.2026, 14:01   #714
CzarnyEZG
Moderator
 
CzarnyEZG's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Aug 2013
Posty: 3,078
Motocykl: RD04
CzarnyEZG jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 3 tygodni 4 dni 3 godz 52 min 20 s
Domyślnie

https://www.youtube.com/watch?v=pt3g...&start_radio=1

Człowieku z liściem na głowie, Twoją opowieść z wymiaru gdy latało się umysłem a nie samolotem czytam, choć czasami wymaga to ode mnie sporego wysiłku komórek, które nadal pozostały.
Pisz Pisz, bo inaczej zostaną tutaj jedynie tematy o wyższości okrągłej narzędziówki nad kwadratową i wynurzenia niedorobionych zbawcuf świata mających proste odpowiedzi na skomplikowane pytania.
__________________
www.kolejnydzienmija.pl

2014: Żatki Bolek na promie kosmicznym
2015: Veni Vidi Wypici
2016: Muflon na latającym gobelinie
2017: Garbaty Jednorożec
2018: Czarny Jaszczomp
2019: Rodzina 50ccm plus
2020: Żółwik Tuptuś
2021: Chiński Syndrom
2022: Nie lubię zapierdalać
2023: Statek bezpieczny jest w porcie,
ale nie od tego są statki
2024: Uwaga bo ja fruwam
2025: Ekwipunek Załogi Gogurka
2025: Cztery i pół Afryki
CzarnyEZG jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Wczoraj, 08:22   #715
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 907
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 6 godz 21 min 17 s
Domyślnie Nic

Jednych cukier krzepi, drugim szkodzi.





Czarny kruku, czemu krążysz
Nad mą głową, blisko, tuż ?
Ty zdobyczy tu nie złowisz,.
Czarny kruku, ja nie Twój!
Ty zdobyczy tu nie złowisz,
Czarny kruku, ja nie Twój!

Czemu szpony swe otwierasz
Nad mą głową, blisko, tuż ?
Na zdobycz Ty pewnie czekasz.
Czarny kruku, ja nie Twój!

Poleć w me strony rodzinne,
Powiedz mateczce mojej,
Jej powiedz, donieś, najmilszej,
Żem za ojczyznę poległ.

Gdzie czeka kochana moja,
Zanieś chusteczkę krwawą,
Jej powiedz, że jest, że jest już wolna,
Ożeniłem się z inną.

Gdy była bitwa straszliwa,
Ze mną strzała wzięła ślub.
Widzę, śmierć moja, moja przybywa.
Czarny kruku, jestem Twój.
Widzę, śmierć moja, moja przybywa,.
Czarny kruku, jestem Twój.

Autor nieznany.
Przekład Renata Miłosz
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Wczoraj, 18:11   #716
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 907
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 6 godz 21 min 17 s
Domyślnie Nic

"...goście z tymi banami, szczególnie jeden, mają od lat podobny schemat - wchodzą po cichu, obwąchują, piszą najpierw przyjaźnie, logicznie, dopasowując się do atmosfery, po czym dość szybko przechodzą do świadomego mącenia wody kontrowersyjnymi postami (zakładam, że dla zwrócenia na siebie uwagi), żeby za chwilę strollować prawie każdy popularny wątek (a to wyśmiewając autora wycieczki że słaba ta wycieczka, a to wpadając w cudzy wątek, żeby opisać na wielu ekranach cudzego wątku SWOJE WŁASNE przemyślenia o całym świecie i ilością tego spamu przytłoczyć temat zaczęty przez autora, a to przechodząc w argumentacji do tekstów typu „chuj ci w dupę”, itd.) - na końcu koniecznie kasując większość swoich postów przez co całe duże wątki stają się bezsensowne i nieciągłe..."

Jeżeli to do mnie było, to miałem okazję się wytłumaczyć.
Trzeba było czytać a nie wpaść do kościoła i przeciągiem zdmuchnąć świece.

Nie do końca się widzę jako bohater tego genialnego wpisu ale tu odpowiem.
Dobrze wczytałem się w słowa i dalej nie rozumiem, jak można sadzić takie trele, kiedy można spokojnie nie brać udziału w dyskusji w tych ledwie kilku wątkach, które budzą emocje.
Stosując się do zaleceń, postanowiłem oczyścić kilka tych wątków ze swoich postów, a już na pewno z wątku ukraińskiego. I bardzo się z tego cieszę, bo mi licznik postów spadł a dla czytelności tych wątków nie miało to znaczenia.
Nie było mnie kilka ładnych lat i co widzę? Co czytam? Moja tu nieobecność powoli zabiła... forum.
Naprawdę...?

Dziesiątki działów, kilka wątków z setek wątków, które rozpierdalają to forum? Bardzo często są to hasła od userów, którzy deklarowali/zarzekali się, że będą takich jak ja ignorować. Znaczy używać funkcji "ignoruj", bo taka jest. Potem narzekają.
No więc to jest bardzo dobre narzędzie.
Padła nawet propozycja - teraz czytam, że na zlot, tylko na motorach. Super.
Właśnie podarowałem fajnego komara koledze a od Szparaga jeszcze nie odebrałem Simsonów.

Ja nie przyjadę na zlot. Ale nie dlatego, że nie szanuję userów tego forum. Nie przyjadę, bo ich szanuję. Znaczy szanuje ich komfort, z drugiej strony, by po prostu uniknąć ostracyzmu. Tego na pokaz. Przy okazji - ceniąc własny komfort.

Przepraszam Czarny, nie tego oczekiwałeś zapewne ale musiałem takie epitafium dodać. Sam sobie cha cha...
Ja "umieram". Sygnalizowałem. Jeszcze trochę przykozaczę. Wstawię zdjęcie makiety czy co tam.

Zapuściłem włosy, i strzeliłem sobie farbę na nie. Zgoliłem wąsy, brodę na łyso, nowym dżiletem sensorem czy jakoś tak. Schudłem 16,5kg i wczoraj... mnie kumpel nie poznał. Przyjechał po wiertarkę i pyta się mnie, czy jest Darek? Nie widzieliśmy się od Wszystkich Świętych.
Fizyczne zmiany już za mną.
Teraz pora na mental i to, co pod blond włosami się obecnie kryje. Acha... inwestycja w ust korale będzie. Nowa ceramika ale to w marcu, jak ostatecznie pozbędę się długów. Znowu będę mógł miażdżyć mięso a nie chrupać robaki, miksować zupki.

Do tego wszystkiego garnitur z wełny, jedwabny krawat, buty szyte na miarę jak ten garnitur. Te buty to chodzą już za mną dobre 20 lat, jak wieczne pióro i zegarek. Mam już co prawda zwykłe lanco z wojennej serii. Ale to robotniczy sort był. Tym nie mniej fabryka zatrudniała wtedy (1944) 5000 robotników!
Kumacie? W swoim najlepszym czasie Stocznia Komuny Paryskiej blisko 10 000 ale to mega zakład był. A tu zegarki...

Na zegarek jeszcze pomysłu nie mam. Na 50-tkę dostałem od Strażnika Domowego w klasycznej kopercie Atlantic. Piękny był, jak zima w te moje 50-te urodziny. Z tej radości poszliśmy z żoną do lasu na... sanki!
Wróciłem bez zegarka... Zgubiłem... takie to były krótkie moje urodziny, czas stanął gdzieś w lesie, zakopany w śniegu.

Moja Marysia w sobotę kończyła... no właśnie nie wiem ile...? Wychodzi, że już 8 lat. Świętowaliśmy w piątek. Zagrałem z nią w tenisa stołowego. Mówię ze smutkiem:
- Po raz ostatni gram z moją siedmioletnią Marysią...
Ale mówią mi teraz, że grałem z ośmioletnią. Liczę teraz na palcach i fakt. Jak skończyła 8, to ile ma teraz lat?
Potem zostałem wyzwany na pojedynek przez synową. Tydzień temu ograłem juniora. Cała rodzina kibicowała. Wnuki dziadkowi i dziadek wygrał 11:6, 11:6.
Dekoncentrowała synową moja nowa blond fryzura zapewne, bo gra dość dobrze jak na słabego amatora. Gdybyśmy tak przez dwa tygodnie młócili po dwie, trzy godziny dziennie, to nie poszło mi by tak łatwo. A tak stłukłem babę i tyle. Plus, że nie głupią.

Grałem 30-to letnim baterflajem. Taką deską grał jeszcze Andrzej Grubba zapewne. Zmienić na porządne okładziny i...
Wysłałem kumplowi film z serii moich ćwiczeń. Kazał mi się oszczędzać a to tylko przysiady były...

Co jeszcze?
Polityka.
Nie było przecież nic o polityce.
Chomik pisał w jednym wątku, że gdyby nie szczepienia w szale kowitowym, to zmarło by nie tyle ile zamarło, a 50 mln ludzi. Teraz mi się już fandzoli... Ile ofiar pochłonęła IIWŚ? No i czy Chomik brał pod uwagę Chiny? Bo Chińczyków to ubyło, że ho ho!
Zatem za jednym zamachem zaliczyłem politykę i zdrowie.

Nie wypada nie wspomnieć o Igrzyskach Olimpijskich.
Po raz pierwszy w historii, z Igrzysk dowiedziałem się, gdzie rozgrywane są Igrzyska. I jeszcze coś ciekawszego! Dowidziałem się tego, nie oglądając Igrzysk!
Fajne Igrzyska, to były te letnie w Japonii. Ale nie ostatnie. Te pierwsze, które się odbyły w roku 1964. Jaka tam była super atmosfera w wiosce olimpijskiej. Sportowcy wychodzili na miasto i wszyscy się im kłaniali. Do wioski olimpijskiej też każdy mógł wejść, dostać autograf.
Kurde... jak przed laty na tym forum. Sielanka, dopóki nie pojawiłem się ja.
Niszczyłem te forum tyle razy. Najbardziej, jak mnie nie było. Ale było przynajmniej na kogo zrzucić.

Dla sławy brałem to na klatę i zawsze wracałem. Najpierw po cichu, że niby nie ten człowiek. No i masz. Blondyn, młodszy o 16,5kg w garniturze...
Aaa... Krzyż! No... krzyżyk ale złoty. Delikatny, nie na łańcuchu dla psa, tylko takim delikatnym właśnie. Subtelnym. Subtelny - bardziej pasuje.
Mały, złoty krzyż na subtelnym, delikatnym łańcuszku. Perły między ustami, ceramika w sensie.

Na razie idę w pizdu, jeszcze nie w tych butach szytych ale boso, bez ostróg. Idę ale widzę już swój powrót. W Lublinie, z wymienioną skrzynią, w wełnianym, czarnym gajerze (rzeczony już mam), czarne buty, białe, bawełniane skarpetki, czarny, jedwabny krawat, biały szal z merino i...
tak jest. Rajbany i wełniany, porządny czarny kapelusz.
Piórem będę rozdawał autografy. Ktoś zapyta o godzinę, spod mankietu białej koszuli wysunę zegarek piękny i czas podam.



Coś autor tego ładnego wstępu o chuju i dupie wspominał?
Proszę bardzo.


Jeden chuj i nawet: i chuj.


Trzy dupy, jedna africatwin i andoria blues.


I oczywiście Elwood.

Skoro cytowany bohatera prądem...? To kij mu w oko, skoro i tak ślepy.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 00:28   #717
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 907
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 6 godz 21 min 17 s
Domyślnie Nieobiektywny kibic

W drużynie "Dream Teamu" Johana Cruyffa był jedną z najważniejszych figur nie tylko ze względu na umiejętności czysto piłkarskie, lecz przede wszystkim charakter. Christo Stoiczkow miał potężny, precyzyjny strzał i ego wielkości Sagrady Famílii, ale jego największą zaletą było to, że nie pękał przed nikim.

Holender bardzo cenił Bułgara, o czym wspomniał w swojej autobiografii:

– Potrzebowałem Christa nie tylko ze względu na jego piłkarskie umiejętności. Miał wojowniczy charakter i był, w dobrym znaczeniu tego słowa, uparty. Potrafił wstrząsnąć drużyną – w której tak naprawdę nie było zbyt wielu silnych osobowości – nie tylko w szatni, ale i na boisku.

Połączenie dryblingów i inteligencji Michaela Laudrupa, atomowych uderzeń Ronalda Koemana z zadziornością i skutecznością Stoiczkowa zapewniły Cruyffowi na ławce trenerskiej Blaugrany ogromne sukcesy w latach 90. Wówczas Barça aż cztery sięgnęła po mistrzostwo Hiszpanii i osiągnęła dziejowy sukces na arenie międzynarodowej, zdobywając w 1992 roku w pierwszy w historii Puchar Europy.

Barcelona odmieniła życie Stoiczkowa. Uczyniła go piłkarzem klasy światowej, co podkreślali nawet słynni kibice największego rywala Dumy Katalonii, np. Julio Iglesias:

– Jesteś najlepszy, chociaż jesteś z Barcelony...

W latach 1993-1995 “El Pistolero" stworzył na Camp Nou niezapomniany duet z Romário, geniuszem, który grał w piłkę i żył na własnych zasadach. Bułgar świetnie rozumiał się z Brazylijczykiem na boisku, dzięki czemu ich współpraca zaowocowała lawiną goli dla Barcelony.

Po latach Stoiczkow wrócił myślami do okresu, w którym tworzył bramkostrzelny atak Barcelony z "Baixinho"

– Zachowywał się super. Niesamowicie przyjacielsko. Zwracał się w szczególności do mnie o porady, a w trakcie gry szukał współpracy i szybko dopasowaliśmy się do siebie jak folia do parówki. Widziałem w tym szansę na zaskoczenie przeciwników, którzy nie dość, że znali mnie osobiście, to zazwyczaj nie przebierali w środkach, żeby tylko mnie zneutralizować. Mieliśmy grać z klasyczną dziewiątką, a nie fałszywą, jak to często bywa. Odkrywało to więcej możliwości zarówno dla mnie, jak i dla Romiego, jak pieszczotliwie zaczęliśmy nazywać Romário. (...) Nieprzypadkowo do dziś wraz z Romário pojawiamy się we wszystkich rankingach najbardziej odlotowych duetów w dziejach futbolu.

Poza murawą też świetnie się dogadywali i imprezowali w mieście Gaudiego aż po świt.

Latem 1994 roku obydwaj panowie rozegrali znakomity mundial w USA. Romário został mistrzem świata z Canarinhos, a Stoiczkow doprowadził Bułgarię do czwartego miejsca i z sześcioma trafieniami na koncie wespół z Olegiem Salenką został królem strzelców całego turnieju. Mistrzostwo Hiszpanii wywalczone z Barceloną i wyborna forma strzelecka na MŚ sprawiły, że w grudniu 1994 roku Stoiczkow otrzymał Złotą Piłkę, nagrodę od „France Football”, o której marzył od dawna:

– Nigdy w swojej karierze nie przedkładałem indywidualnych potrzeb nad dobro drużyny. Nigdy! Złota Piłka jest jednak czymś szczególnym, nieporównywalnym z innymi osiągnięciami. Marzenia o niej zamieszkały w mojej duszy na długo przed rozpoczęciem kariery sportowej, zanim jeszcze spojrzałem życiu w oczy. Dla mnie, dzieciaka ze Wschodu, łobuza z wytartymi tenisówkami, rozciągniętą koszulką i zdartymi kolanami, była jak największa z gwiazd na nocnym niebie. Tak, każdy jeden brzdąc marzy – jeden chce być strażakiem, drugi lekarzem, trzeci policjantem, czwarty kosmonautą… A ja pragnąłem być wielkim piłkarzem i zdobyć Złotą Piłkę! Wyobrażałem sobie, jak pewnego pięknego dnia przytulę swoich sławnych idoli. Tylko że zrobię to jedną ręką, bo drugą będę przytulał Złotą Piłkę. Marzenia, marzenia… Teraz stwierdzam, że były bardzo śmiałe i szalone, nawet jak na marzenia! Jakaś fantasmagoria, zważywszy, że w tym momencie Bułgaria ma już dwóch kosmonautów, ale tylko jednego posiadacza Złotej Piłki. (…) Istniał jeszcze jeden plus mojego triumfu – utworzyłem historyczną „złotą czwórkę”. Do tamtego momentu tylko trzech piłkarzy zdobyło dwa najważniejsze indywidualne trofea: Złota Piłka dla gracza numer 1 w Europie i Złoty But dla najlepszego strzelca na kontynencie. Sławny Eusébio, znakomici Gerd Müller i Marco van Basten oraz… waszmość Stoiczkow.

Po wspaniałych momentach pojawiły się problemy. Stoiczkow zaczął drzeć koty z Cruyffem w sezonie 1994/1995, i nie chodziło fakt, iż Holender nie potrafił nauczyć go ćwiczenia na skakance, tylko o starcie dwóch samców alfa. Ich konflikt osiągnął apogeum przed meczem Ligi Mistrzów przeciwko PSG w Paryżu, gdy Bułgar w rozmowie z dziennikarzami powiedział:

– Barcelona musi wybrać: albo ja, albo Cruyff!

Topora wojennego nie udało im się zakopać i Stoiczkow musiał opuścić Barcelonę, a Cruyff już nie był w stanie odbudować swojej "Drużyny Marzeń".

Bułgar w lipcu 1995 roku trafił do Parmy napędzanej pieniędzmi sponsora, czyli Parmalatu. Dołączył do plejady gwiazd, bowiem na Stadio Ennio Tardini występowali wówczas m.in. Fabio Cannavaro, Gianfranco Zola, Dino Baggio, Fernando Couto, Antonio Benarrivo, Tomas Brolin, a także młodzi i zdolni Gigi Buffon oraz Filippo Inzaghi. Mimo to Christo nie potrafił się zgrać z niektórymi piłkarzami Gialloblu. Nie pomogły mu także wysokie zarobki. Stoiczkow zarabiał wtedy więcej niż uwielbiany na Półwyspie Apenińskim Gianfranco Zola, któremu nie odpowiadało, że obcokrajowiec w Serie A ma wyższą pensję od niego. Po rocznym epizodzie we Włoszech Stoiczkow wrócił do Katalonii, za którą tęsknił:

– Okropnie brakowało mi Barcelony. Parma to małe i wyjątkowe miasto, o długiej historii i romantycznym klimacie, ale… nie okazało się miejscem dla mnie. Każdy powrót do Katalonii dostarczał mi silnych emocji, które nie opuszczały mnie jeszcze długo po powrocie na włoską ziemię. A tam nieustannie szukałem powodu do wskoczenia do samolotu lecącego na lotnisko El Prat. Po pewnym rozdaniu nagród w Barcelonie, na którym byłem razem z Cruyffem, zaprosiłem go na kolację. Oznajmiłem mu wtedy, że chcę wrócić. Bez żadnego wahania Mister odpowiedział „okej” i w jego obecności zadzwoniłem do prezydenta Josepa Núñeza, żeby zorganizować operację „Chłopiec powraca”. Moim zdaniem Cruyff w końcu zrozumiał, że modelowanie nowego "Dream Teamu” to nie tylko pomysły, metodyka czy treningi. Potrzeba również właściwych zawodników – jak ci z oryginalnego zespołu – i dodatkowo odpowiedniego czasu, sprzyjającej atmosfery oraz, naturalnie, szczęścia. Życie to pokazało. Ponadto wydarzyło się coś, co uważałem za rzecz nie do pomyślenia. Cruyff odszedł z klubu! I to dokładnie wtedy, kiedy wróciłem. Minęliśmy się w drzwiach. Tak, nasze plany to rozrywka dla Pana Boga. Nowy odcinek z prztyczkiem w nos ze strony nieba.

Drugi pobyt bułgarskiego snajpera w Katalonii nie był już tak owocny, jak poprzedni ze wglądu na eksplozję talentu nowego napastnika w zespole Bobby’ego Robsona, Ronaldo Luísa Nazário de Limę, który rozegrał sezon życia w Barcelonie.

Zimą 1998 roku Stoiczkow przestał być "Sztyletem" Barçy i wrócił do klubu, który był dla niego trampoliną do wielkiej kariery – CSKA Sofia. Później spróbował swoich sił jeszcze w Japonii i Stanach Zjednoczonych. Buty na kołku zawiesił w grudniu 2003 roku.

Christo, który otrzymał imię po swoim dziadku, zapracował sobie na bilet do sławy. Pokonał wszelkie przeciwności losu. Wychowany w państwie socjalistycznym Stoiczkow głęboko wierzył, że futbol da mu dobre życie i miejsce w historii sportu. Niezłomna postawa została mu wynagrodzona. Został najlepszym piłkarzem w historii Bułgarii i zasłużył na miejsce wśród innych wielkich gwiazd futbolu, takich jak Romário.

Dziś 60. urodziny obchodzi Christo Stoiczkow, który mógłby obdzielić swoim temperamentem kilka współczesnych drużyn.

Wszystkiego najlepszego, legendo.

Przytoczone wypowiedzi pochodzą z książek: ”Christo Stoiczkow. Autobiografia” i "Johan Cruyff. Autobiografia”.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:16.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.