Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Kwestie różne, ale podróżne.

Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj...

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02.02.2026, 08:04   #1
El Czariusz
Gość


Posty: n/a
Online: 0
Domyślnie

Węgry...
To moja druga ojczyzna.

To najbardziej zaskakujący lud Europy.
Pod względem swego genotypu i fenotypu dzisiejsi Węgrzy mogą uchodzić za wzorcowych mieszkańców Europy Środkowej, niemal nic ich nie wyróżnia od słowiańskich sąsiadów poza językiem, który jest tak niezwykły i odmienny od wszelkich innych znanych języków Europy, jak żaden inny.
Język czyni jednak różnicę, wpływa na ogląd świata, na kulturę, tożsamość, mentalność.

Oczywiście nie wszystkie języki europejskie wywodzą się od wspólnego dla Europy i Indii prajęzyka, którym mówili kiedyś stepowi pasterze między Wołgą, Donem a Kaukazem. Baskowie też mówią dziś językiem, odmiennym od wszystkich innych, ale geneza baskijskiego jest rodzima, wiemy, że w czasach rzymskiego podboju znaczne części Hiszpanii i Galii mówiły podobnymi językami i że Baskowie to dawna ludność Starej Europy stworzonej przez neolitycznych rolników anatolijskich.
Finowie też mówią zupełnie odmiennym językiem, ale zamieszkują północne tereny Europy ciągnące się od środka Półwyspu Skandynawskiego po góry Ural, gdzie różne ludy mówią zbliżonymi do siebie, choć nie identycznymi językami, od Saamów (Lapończyków) na zachodzie po Permiaków na wschodzie.
Finowie mają więc wielu bliższych, jak Karelowie, Ingrowie, Wepsowie, Wotowie, Estończycy, i dalszych kuzynów, jak Maryjczycy, Mordwini czy Komi-Permiacy. I Finowie, i Baskowie, mieszkają na swych ziemiach od zawsze, tzn. nie mamy pojęcia, kto mieszkał tam przed nimi. Pewnie jacyś mezolityczni łowcy zbieracze.

Węgrzy natomiast wpakowali się w środek Europy w roku 896 do Kotliny Panońskiej, nad Dunaj, w miejsce, gdzie wcześniej żyli: Słowianie, Awarowie, Gepidowie i inni Germanie, Hunowie, Sarmaci, Rzymianie, Celtowie, Dakowie, Panonowie, Sigynnowie, Scytowie i tu kończą nam się nazwy etniczne, ale mamy jeszcze 5 tysiące lat środkowoeuropejskich kultur archeologicznych poczynając od pierwszych neolitycznych rolników, którzy stąd zrobili sobie bazę do powolnej ekspansji we wszystkie Europy strony. Węgrzy pojawili się w Europie, wtedy kiedy pojawiały się w niej także inne koczownicze ludy, tureckie, tylko że Węgrzy nie mówili językiem tureckim.
  Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02.02.2026, 09:04   #2
El Czariusz
Gość


Posty: n/a
Online: 0
Domyślnie Zapiski bałkańskie 17

Wstaję raniutko.
Niestety nie dałem zarobić gospodarzowi, choćby pijąc u niego kawę ale podejrzewam, że mój obraz w żaden sposób nie pozwalał na jakiekolwiek przypuszczenie.

Węgry są płaskie jak deska do prasowania, poza małymi wyjątkami. Nie to, co przed traktatem z Trianon. Że nie wspomnę o czasach średniowiecza, kiedy to zamknięci w podkowie Karpat pustoszyli co rusz nowy dla siebie kontynent.
Gdzie tych szatanow nie poniosło...
Robili długie, zbrojne wycieczki aż po Katalonię. Pojawiali się "paląc, grabiąc, mordując"...



Nie było na nich Kmicica. Mroczna Europa, upadła po rzeziach Hunów i miała ich obraz w pamięci. Madziarzy niczym się specjalnie od Hunów nie różnili, poza jeszcze bardziej niezrozumiałym językiem.
Na czym zatem polega pech Madziarów...?

Tymczasem ja już zmierzam w kierunku Budapestu. Na pierwszej krzyżówce drogowskaz z liczbą km. 150 z jakimś małym hakiem utkwiło mi w głowie.
Ogólnie miałem farta i to dużego. Wspierał mnie południowy wiatr, co na otwartej przestrzeni miało dla mnie kluczowe znaczenie. Pierwsze kilkadziesiąt km jechałem w tempie 20/25km/h. Było optymistycznie ale dupa miała inne zdanie.
Prawy do lewego, lewy do prawego... bujałem tak tyłkiem ile mogłem, by pośladkowe odciążać. Gdyby nie ból dupy to do Budapestu dojechałbym w...
Ale dupa, to dupa. Miała swoją rację.

Pan Brooks wyraźnie jej nie służył.
Pan inżynier może nie pamiętać ale to na tej samej kodze robił ze mną drugą czieską pedaliadę.



W kadr wchodzi mój fahrad manufaktur.



Tu koga w pełnej krasie. W tej krasie zmierzałem właśnie ku...
  Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02.02.2026, 11:29   #3
El Czariusz
Gość


Posty: n/a
Online: 0
Domyślnie Zapiski bałkańskie 17

W sumie to cztery litery determinowały wycieczkę tego dnia.
W Dunavoldar przekroczyłem Dunaj. Dzisiaj zrobiłbym inaczej. W Dunatetetlen odbiłbym na darmowy camp nad Dunajem z pełną infrastrukturą, który Strażnik Domowy wyczaiła 5 lat później. napiłby się człowiek węgierskiego piwa z kija i odpoczął jak człowiek. Wykąpał w Dunaju itd.

I nie tak dalej tylko bliżej, ja pojechałem na Dunavoldar. W Dunavoldar mogłem sobie kupić węgierski sagan żeliwny przy Templom utca za to.
Tak czy owak przystanąłem na chwilę, by się napatrzyć na kociołki jak w Tule na samowary. Patrzyłem i patrzyłem dając odpocząć czterem literom, które przypominały już dobrze zbite, dwa kwaśne jabłka.
Trudno. Wieje w plecy, trza jechać i korzystać. Słońce opadało już z zenitu gdy kolejna tablica informacyjna wskazała kilometrów 80 do celu...

Gdyby nie ta dupa...
Szło na 20-stą gdy dotarłem na to rondo...
https://mapy.com/s/kalavozela

To nie był Budapest ale było blisko. I na tym rondzie tego dnia, dokładnie w zaznaczonym punkcie, rzuciłem fanty na glebę, rower oparłem o drzewo (najpierw go przenosząc przez barierki), wyjąłem karimatę i padłem jak kawka. Nogi cały czas dawały radę, tylko dupa... Upewniłem się jeszcze proforma, czy mnie widać (i tak mi było wszystko jedno) czy nie z poza tych barierek z potencjalnej perspektywy kierowcy, zwłaszcza radiowozu.
Widać nie było, skoro rano mogłem się spokojnie z ronda zwinąć i pojechać dalej.



Ale zanim...
Kierowcy mieli mnie w dupie ale nie te żyjątka, którym wbiłem tak brutalnie na chatę. Chyba mrówki to były albo inne co. Nie ważne, gryzły mnie przez całą noc... jak nie urok, to mrówki. Tylko dupie było wszystko jedno.
  Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02.02.2026, 12:52   #4
El Czariusz
Gość


Posty: n/a
Online: 0
Domyślnie Zapiski bałkańskie 17

Rankiem dnia kolejnego, bardzo wczesnym - ewakuowałem się ekspresowo.
O 6-tej rano, pogryziony przez mrówki wjeżdżalem już do Budy.



Nie tak skocznie ale jakoś kręciłem pośladkami na pokuszenie. Wczorajszego dnia nawinąłem na koła ponad 160km. Leci czwarta doba, muszę więc kręcić dalej.
Dzisiaj, to bym zaliczył miejsce urodzenia Viktora Orbana. Od "mojego" ronda dosłownie rzut beretem ale pan Viktor mógł być tego dnia w pracy, kiedy mijałem węgierski parlament przeciwpołożnie.
Za Margitsziged zmieniłem brzeg Dunaju na lewy (optycznie na prawy). Przyjąłem prostą strategię. Trzymać się tego brzegu jak najbliżej a przy zakolu odbić na Bańską Bystrzycę.
Drugie, póki wiatr mnie wspomagał a noga podawała cisnąć na pedały jak najmocniej. Każde mocniejsze depnięcie, to też ulga dla pośladka pracującej nogi. Tak to sobie biomechanicznie wytłumaczyłem.

Szło elegancko do Vamosmikola... Miałem już ponad 120km w nogach, kiedy przede mną wyrosły góry parku narodowego Dunaj/Ipola.
W połowie podjazdu wydechłem.
Zsiadłem z roweru i położyłem się w krzakach. Pan Brooks z hrabiną Vier de Liter toczył bitwę za bitwą już od dłuższego czasu. te rozwydrzone babsko w końcu wzięło górę. Akurat w połowie podjazdu.
- Nie jadę i ... Zaklęła tak prostacko,
że aż pan Brooks spadł z siodełka.
Ależ pani Hrabino, co za język!
- A ... panu w ...
Dość tego!! Leżeć! Leżeć i się nie odzywać!

Pan Brooks zaległ w przydrożnym rowie, pani hrabina na mnie i tak przeleżeliśmy dobre dwie godziny.
Dwie godziny później hrabina dostała propozycję bez wyjścia. Albo siedzisz na panu Brooksie albo siedzisz na panu Brooksie.
Koło 18tej zjeżdżam do Sah. Po niemiecku, to Eipelschlag. Schlag trafił hrabinę.

Z węgierskiego przechodzę na płynny słowacki. Na stacji stoi pociąg, przy nim konduktor. Kasy na dworcu zamknięte. Główny węzeł kolejowy w tej części Słowacji wygląda jak supeł na małym trzosie...
Przedstawiam panu konduktorowi moja wizję.
- Panie konduktorze, ja chcę z tym rowerem po prostu do Polski.
Dobrze. Pociąg odchodzi za trzy godziny. Wsiądzie pan, pomyślimy wspólnie jak do Polski dojechać.
- A mogę wpierw do baru?
Ależ oczywiście.
Dworzec zamknięty ale bar przy dworcu otwarty, dokładnie do czasu odjazdu pociągu.

Kurwa... ja nic więcej nie potrzebuję. Pal sześć, że złoty bażant w euro.


Na pustym (prawie) dworcu senna atmosfera.

Ja do odjazdu pociągu ustrzeliłem trzy bażanty. Nawet hrabina złapała lepszy humor, co dopiero ja.
Zgodnie z umową wsiadłem do pociągu (pustego) parę minut przed odjazdem i oddałem się do dyspozycji pana konduktora.



Poprosiłem pana konduktora, by tak zaplanował mi podróż, bym miał jak najmniej przesiadek ale tak by jak najbliżej i najlepiej dostać się do... Bielsko Białej.
Padło na Skalite. Sahy - Żylina - Cadca - Skalite.
W Skalite miałem wylądować nad ranem. Pasowało.

Tego dnia nabiłem blisko 150km. Całe Węgry na kołach. Kończyłem czwartą dobę. Jak dojechałem do Sah, byłem z siebie dumny. Jak wsiadałem do pociągu dumny bardziej. Już prawie bohater...
  Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02.02.2026, 14:03   #5
El Czariusz
Gość


Posty: n/a
Online: 0
Domyślnie Zapiski bałkańskie FINAŁ

I tak z tymi przesiadkami dojechałem do Cadcy.
W Sahach wczorajszego wieczora żegnał mnie bardzo ciepły, bezchmurny wieczór. Skalite przywitało mnie deszczem i kilkoma stopniami.
Próbowałem przeczekać trochę pogodę na dworcu ale po dwóch godzinach pora była w końcu ruszyć do Bielsko Białej.
Wczesnym popołudniem byłem na miejscu. W gawrze Lupiego.
Po tej wycieczce kupiłem sobie pierwszy od 10-tek lat rower. Z przerzutkami itd. nazwałem go Lupi.
Lubię nadawać nazwę przedmiotom. Zyskują dzięki temu duszę. Lupiego skradziono mi w trakcie remontu Przystanku Oliwa.

Nabiłem nim sporo km. Był marki fahrad manufaktur. w 2024 kupiłem tej marki "salonowca".


Sam sobie sprawiłem mały prezent na urodziny. Kosztował tyle, co te czeskie dłuta z książką razem wzięte.

13 stycznia 2024 zrobiłem nim sobie wycieczkę po trójmiejskiej promenadzie. Prezentował się znakomicie.








Prawdziwy elegant.

I na tym opis tej wycieczki zakończę, podobnie jak dalsze pisanie. Co prawda chciałem jeszcze koszty wrzucić jako ciekawostkę, za ile da się, za ile można podróżować ale...
Forumowy edytor bardzo mi odpowiada ale ja forum nie. Miał rację Dubel. Nie udał mi się ten powrotny eksperyment.

Konto sobie zostawię. Pasuje mi ten nick - El Czariusz...
Będę "czarował" gdzie indziej.
Wygrałeś Matjas ciesz się własną nicością tutaj do woli.

Ten obrazek dedykuję sympatykom.


Niech spełniają się Wasze marzenia.

I moje...

...też.
  Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:57.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.