|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
![]() |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
|
|
#1 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
20T za mną.
Znaczy "przerzuciłem" łącznie w 4 dni 100T przez moje barki i kręgosłup. Wygrałem z szefem budowy dwie flaszki. |
|
|
|
#2 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Internaty.
Polska: "Będziemy was ścigać 10 lat po przedawnieniu" Cypr: "Obniżamy podatki. Belka? 0% Crypto? 8%." Dwa kraje. Dwa kierunki. Dwie filozofie. Polska, styczeń 2026: Ministerstwo Finansów planuje zniesienie art. 44 § 2 KKS. Co to oznacza? Że nawet po przedawnieniu podatku, Urząd Skarbowy może wszcząć przeciwko Tobie postępowanie karne. Pomyłka w VAT z 2025? Może wrócić w 2035. A jak umknie Ci postanowienie o zarzutach (bo stary adres albo wyjechałeś) to znaczy, że się ukrywasz i kolejne 10 lat. Cypr, też styczeń 2026: Największa reforma podatkowa od 22 lat. I idzie w przeciwną stronę. Utrzymano całkowite zwolnienie od podatku zysków kapitałowych (podatek Belki wynosi 0%) a dodatkowo: - Crypto opodatkowane liniową stawką 8% – najniższa w całej Unii Europejskiej (wcześniej crypto było problematyczne) - Kwota wolna od podatku wzrasta z 19 500 do 20 500 euro (prawie 90 tyś PLN) No cóż dla mediów ważniejszy jest zamach prawicy na lewicę w Minnesocie. |
|
|
|
#3 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Po 100T chwila resetu.
Co to jest 100T? Nic moi drodzy i tani. Większość z nas przerzuca zbędne kilogramy dzień w dzień. Przytłaczają nas rożne ciężary. Jedne jest łatwo zmierzyć. Obwodem pasa, wagą, drugie nie tak łatwo. Te drugie mierzy ilość kurew rzucanych w eter. Przemieszczając się w kanałach co jakiś czas leciała taka, jak przekupa na targ. A to wspornik od kanału na przewody, a to za wysoki pręt zbrojeniowy a to, a to tamto. Jest jeden czynnik determinujący wszystkie pozostałe. Najlżejszy na wejściu. Najcięższy na wyjściu. Głupota. Jestem specjalistą w tej ostatniej dziedzinie. Mam 19 lat. Nie rzucam kurew. To były czasy... Teraz znowu czasy są. Tylko ja tymi kurwami. I to mnie wkurwia najbardziej. Ale... nie rzucam (jeszcze) kurwami kiedy jestem sam. Sam, gdzieś daleko. Daleko, nie znaczy - koniec świata. Daleko od bieżących problemów. To znaczy, czasami z rzadko rzucę: "o żesz ty kurwa", ale tak jakoś inaczej... Tak swojsko, ciepło, z podziwem bardziej, niemal z szacunkiem... albo czystym zdumieniem. Było tak, jak wracałem z Albanii w 2011. Wracałem wtedy ze Szkodry na rowerze. Tak to sobie przed wyjazdem na Bałkany zaplanowałem. Z jednym takim najpierw jeździliśmy po Bałkanach terenówką jego. Ja jeździłem za 80zł dziennej dniówki. To była dobra stawka. Za 80zł w Macedonii mogliśmy co prawda kupić wtedy np. cztery skrzynki (4x 20kg) pomidorów czy tyle samo prawdziwej, czerwonej papryki. Ciemnych winogron już mnie ale też fciul kg. Tak temu jednemu moje towarzystwo odpowiadało, że dostałem po płatnych sześciu jeszcze extra 4 dni w gratisie. O rowerze nie wspominam poza faktem, że była to Koga Mijata pożyczona od Lupusa i w kompletnie nie moim rozmiarze. Za mała rama itd. Ale pożyczonej Kodze w pedały czy ramę się nie zagląda. W każdym razie Koga miała dwie sakwy i to do nich musiałem się spakować. Jakoś wcześniej za bardzo tego nie przemyślałem. W sensie sakwiarze potrafią tam zmieścić cały swój dobytek, znaczy dorobek całego życia. No więc ja teoretycznie nie powinienem mieć z tym żadnego problemu, bo mój dorobek, to było całe 50eu w gotówce, trzy pary gaci, tyleż skarpet, trzy koszulki (bawełniane oczywiście)... ![]() ...i te podrabiane kroksy... ![]() Cdn. P.S. W temacie kulinariów. Żurek, to Barszcz Sosnowskiego. |
|
|
|
#4 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Mój dziadek ma na imię Darek. Ma 63 lata. Radość sprawia mu wolny od pracy czas. Mój dziadek najchętniej zajmuje się odpoczynkiem. Jego największym marzeniem jest wieczny odpoczynek.
Tymczasem na chacie juniora pojawił się stół do "pindla". Dziadek Darek wygrał z tatą 11:9 przy oszałamiającym dopingu wnuków dla dziadka. 1980 Obóz zimowy. Urodziny. Impreza do śnieżnego poranka. Finał na stołówce. Szło na 5.30, meczem w ping ponga kończymy imprezę. Tuż przed wchodzi właściciel pensjonatu i widząc nas rzuca: - Prawdziwi sportowcy. Przed świtem już na nogach i trening. |
|
|
|
#5 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Wracamy do czasów komuny.
FWP - dawne 500+ w wersji lajt. Skoro upał się wzmógł nieco, "wróćmy nad jeziora"... |
|
|
|
#6 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Wszyscy pytają, jak dałem radę z tym rowerem z Albanii do globusa Pl ledwie 5 dni... A pytanie winno być postawione inaczej.
Jak rower dał se radę ze mną? Otóż, mało kto wie, ale mam za sobą profesjonalną, zawodniczą karierie kolarską. Wystarczy wpisać w gógle Darek Elwood i wyskoczą wszystkie moje osiągnięcia i mistrzowskie tytuły. Bylem wielokrotnym MP i jednokrotnym MŚ w jeździe indywidualnej na czas. I teraz postanowiłem wykorzystać wcześniej stosowaną, a prostą arytmetykę kolarską. Gdy kondycji nie staje, istotną rolę odgrywa czas. Drastycznie wzrasta nań zapotrzebowanie i tu nikt nigdy nie był w stanie mnie pokonać. W końcu przeszedł ten dzień, kiedy wypadało się pożegnać z kierownikiem. Dostałem opierdol, za złe spakowanie szpeju, bo bicykl po załadowaniu od razu fiknął orła do tyłu. Poirytowany kierownik zajął się tym razem sam wszystkim i po 15.145 sek. rower stał gotowy do jazdy. Pan Tadeusz zdążył jeszcze zmienić dętkę w tylnym kole, bo w 3 sek. ułamał wentyl. ![]() Spojrzeliśmy na siebie i... wtedy doznałem poważnej kontuzji brzemiennej w skutki. Kierownik z jakąś dziką pasją wymierzył mi solidnego kopa na szczęście... Kolejne pięć dób mego powrotu do Polski, to zmaganie się z ową kontuzją, znaczy potwornym bólem tyłka. Nie powiem, pewien udział miały w tym bezczelne dwa pedały, z którymi w miejsce kierownika przyszło mi się związać. Ten romans okazał się... Przede mną ponad 1400km do Bielska Białej. Grubo ponad 200km dziennie, do tego bez mapy, bo po co zawodowcowi mapa? Wio na północ i tyle. |
|
|
|
#7 |
|
Administrator
![]() |
Syna kolega pojechał z Warszawy do Mrągowa tak na raz w jeden dzień.
Pewna dziewczyna pojechała sobie rowerem z Polski lekko zachodniej do Hanoveru na weckend. Także trochę ludzi dalekobieżnych jest. Ja tam tylko do 100km w jednym dniu w większości wertepowo/leśno/szutrowo trochę po twardym. Oczywiście na nogach nie na prądzie jak to teraz robią. Ale po 200 dziennie i kilka dni......nooo to trzeba kondycji i szosówki. Przejechałem się kolegi lekkim i szybkim rowerem, sam jedzie, 10x mniej energii potrzeba. Tak, to robi różnicę w zasięgu.
__________________
AT03 |
|
|
|
|
|
#8 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Nim zostanę bohaterem zwrócę uwagę - historia po globusie PL niezmiennie kołem się toczy. Jak moje (lupusowe znaczy) z ziemi albańskiej do Polski.
Ciągle to samo... Konkretnie opowiedziana historia bajońskich sum. W pauzie bałkańskich zapisków, lektura na wieczór. Na koniec tygodnia... W sumie na całe życie. Tymczasem padła mi jedna z czterech ostatnich czereśni. Podejrzewam przyczynę. Z nadmiaru roboczych obowiązków nie zdążyłem wysłuchać nasionowego webinaru. Właśnie link wygasł ale nie szkodzi... Decyzja podjęta "wracam na wieś", znaczy ponownie zostanę rolnikiem. Muszę wybrać jakąś specjalizację i będą (o ile taka jest) drzewa owocowe. Sądownictwo w jakimś węższym zakresie. Przede mną piękny rok. Remont domu itd. Jutro powoli będę zamawiał narzędzia. Mrozy w mojej wsi tęgie ale stodoła stoi i elegancko wysycha. |
|
|
|
#9 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Zapowiadał się świetnie...
https://youtube.com/shorts/94LQCYNcx...UsHlPTMpJIidEY To dokładnie jak ja. Mnie co prawda nikt nie zapowiadał poza banalnym stwierdzeniem: zdolny ale leniwy. Twoje losy rozstrzyga dom i ulica. Dlatego ja do nauki odkąd pamiętam, miałem jeden zeszyt. To był zeszyt do wszystkiego. Z polskiego, to ja w ogóle nie potrzebowałem zeszytu. Nie czytałem lektur, nie idrabiałem lekcji. Zawsze śniłem. Nigdy jednak o bogactwie. Po prostu chciałem mieć trampki, dżinsy wycieruchy jak Paragon i taką "harcerska kurtkę bez kieszeni tradycyjnych tylko jedną na piersi. Ona miała swoją nazwę. Chciałem mieć rower, gitarę... Lubiłem się przemieszczać. Daleką jazdę pociągiem z nosem wklejonym w szybę, autobusem jak najbliżej kierowcy. 55 lat temu jechałem z Władykawkazu do Tbilisi Drogą Wojenną, na całym odcinku szutrową. Ludzie częstowali mnie słodkościami. Konduktor pozwolił zająć swoje miejsce... Było wspaniale. Dzisiaj na kolację gulasz z kurzych żołądków. Chodził ten gulasz za mną już kilka ładnych lat. Wyszedł bomba. Najpierw miał być na modlę koreańską ale poszedłem w polski klasyk z akcentem madziarskim. Powoli przymierzam się do postu. Post w moim rozumieniu. Rygorystyczny jak pierun. Cel: odtłuszczenie wątroby i trzustki. Ponad rok temu wpadły mi w oczy ciekawe badania dotyczące kondycji trzustki właśnie. O ile problem stłuszczonej wątroby jest powszechnie znany i o zgrozo dotyka już otyłe dzieci (czyli znaczną większość) to nikt nie zwraca uwagę na trzustkę. Jej też to dotyczy. Więc w tym, by oczyścić trzewia z tłuszczu (w tym trzustkę) to już operacja co najmniej specjalna. Rygorystycznie ograniczona w kalorie dieta (maks 850kcal) i to przez min 65 dni, to mega wyzwanie. Jestem już bliski podjęciu wyzwania. Start w Środę Popielcową. Ten dzień zawsze jest dla mnie szczególny. Bardziej niż świąteczne dni Bożego Narodzenia czy Wielkiej Nocy. Tego dnia zobaczycie mnie na pewno w kościele jak co roku. Po zapaleniu krtani nie ma już śladu więc w po oddziałem pierwszy wybieg albo zimowy rower. Ramadan w dagestani. |
|