Matjas, ja to określenie znałem przy pierwszym skuterze moim więc tantiemy musisz przynajmniej ze mną i muszelem dzielić
Jednak częściej używałem określenia - SRAJTYGIEL
Ostatnio dużo ciężkich tematów na FAT, więc postanowiłem parę słów popełnić w temacie wątku, lżejszym takim.
Od czego by tu zacząć... może najprościej. Jakoś w okolicach 2010 dojeżdżałem do samego centrum warszawy - opcje były dwie, do stacji kilka km i pociąg który jeździł jak chciał ówcześnie, autobus - który stał w korkach ale można było ciąć komara - o ile Grażyny nie pozamykały tych okienek na górze - to była szkoła życia
Więc ogórkiem się dojeżdżało do wschodniej a potem to już jak w tym filmie:
https://youtu.be/N4FvOqTdnPI?si=xZBaVhIGCiZtBpGq
Nie było wtedy S17, dojazd był pewnym koszmarem. Parę razy pojechałem trampkiem i doszedłem do wniosku że skuter może być rozwiązaniem. Tak oto dokładnie 2-go stycznia pojechaliśmy do trampkarza z Wrocławia po skuter - Aprilia Atlantic 200 z 2003. Wracaliśmy z kumplem zmieniając się co 100km - jeden jechał drugi się rozmrażał w aucie. Śniegu nie było ale coś około minus 5 jak pamiętam. To był naprawdę pojebany pomysł wracać na kołach :-)
Zacząłem więc jeździć. Jak kupiłem z nalotem 18 tys km, tak sprzedałem szwagrowi 3 lata później z coś ok 55 na budziku. Z ogromnym sentymentem wspominam ten sprzęt - palił 3,5L/100, jechał 100kmh (po płaskim max to było 110. 115 ale to już z wiatrem w plecy) w trasie co wystarczyło gdy nie było S17. Był lekki - cos ok 160kg, prowadził się spoko - siodło było dość wysoko, sprzęt dobrze, bardzo dobrze jeździł po łukach i zakrętach bo jest zawsze minusem w kanapowych skuterach ale o tym później. Ja wtedy też byłem 20kg młodszy więc naprawdę dawało radę. W pewnym momencie miałem na chwilę przed wyjazdem awarię Afryki i trzeba było na szybko coś skręcić. Pojechaliśmy na tej 200 w Bieszczady z małżonką na 10 dni. Było super - choć na serpentynach V-max bywał 45kmh :-)
Grama oleju to nie brało - silnik Piaggio Leader 180cm. Moim szczytowym osiągnięciem jak idzie o głupie pomysły było testowanie V-max z dużej górki. Silnik zaczął być napędzany przez przekładnię... Przy 125-130kmh nastąpiło zerwanie paska i blokada tylnego koła. Myślę że miałem wtedy dużo więcej szczęścia niż rozumu.
Wady - Aprilia to Aprilia. Na części czekało się po 5-12 tygodni (niemniej nigdy nie zawiodła, to były wymiany eksploatacyjne - króciec gaźnika, łożyska), natomiast czasem nawet serwis nie wiedział jaki właściwie pasek jest do tego modelu bo było ich kilka wersji. Zawieszenia specjalnie nie było, koła chyba 13 cali ale kto by wtedy się nad tym rozczulał. Się jeździło.
Kilka fot:
Technologia REJLI była wtedy w najlepszej możliwej formie:
Autentycznie, ten skuterek za o ile pamiętam 3,5k pln ówcześnie dał mi chyba niemniej lub więcej frajdy niż motocykle x razy droższe, a jak co poniektórzy wiedzą - miałem troszkę maszyn.
Historia Aprili była taka że odkupił ją szwagier - zrobił z 10 tys i sprzedał budowniczemu drogi S17. Wiele lat później spotkałem go pod sklepem i mówił że ma przejechane ponad 100 tys i powoli zdycha, bierze olej itp. Myślę że dziś już poszła na żyletki. Ale swoje dzielnie odsłużyła.
C.d.n.
Pozdrawiam
zimny