Kacper już za rogiem, na nikogo nie czeka! Marysia z płaczem (na w pół udawanym) przejeżdża bramę i...
Goni Kacpra!
- Ja mam prowadzić! Krzyczy.
Dosiadam swojego rumaka. Yamaha SR 250 rocznik 1984.
Szzzzz...brummmm! Brummm... brummm. Wbijam jedynkę i ruszam!
Mikołaj przestał wyć.
Ostatni raz na moto własnym siedziałem w Afganistanie. Simson S-51. Zjechałem z nim z górki, z jakie 15m i tyle było i z jazdy i ciągania go przez 15 000km w przyczepce. Przyczepka przeżyła podróż, simson nie.
Rok później śmigałem chwilę po Borach Tucholskich na 80-tce Suzuki. Zatrzymała mnie policja na drodze leśnej. Rozbawiłem panów jedną z moich 'historii", pogrozili palcem i puścili wolno.
No i dzisiaj, to znaczy w piątek.
Pierwszy, prawdziwy sprawdzian.
Pierwsze, co musiałem, to dogonić dzieci.
te male cholery dostały wyraźne wskazówki, którędy miały jechać tymczasem one...
Wbiły się w wąską, najdalej 50cm szeroką ścieżką (skrótem) przy ogrodzeniu do posesji sąsiada na końcu "wsi". Ogrodzenie tymczasowe, płot druciany z dużymi oczkami po lewej, po prawej leżące kłody i las drzew, które postanowiły się na mnie rzucić.
Fikam orła takiego, że hej! SR-ka w chaszcze/maliny/sosnowy gaj. Poszedłem w te maliny jak dzik w kukurydzę. Walnąłem głową bez kasku w sosnę i zgasło światło.
Koniec wycieczki SR-ką...
__________________
Jam nie Babinicz...
|