Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary Dzisiaj, 08:15   #853
El Czariusz
Elwood
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,065
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 12 godz 1 min 57 s
Domyślnie

Niemy bandyta.

Największe bogactwo mego mieszkania stanowi widok roztaczający się z moich okien: morze i pokryte lasami wzgórza otaczające Gdynię. Na dach przed moimi oknami można od biedy dostać się po gałęziach olbrzymiego drzewa włoskiego orzecha, rosnącego przed domem. Przejście z dachu do mieszkania nie przedstawia wielkich trudności.
Gdy wróciłem któregoś dnia do domu, nic nie wskazywało, by ktoś obcy dostał się do mieszkania. Okna wyglądały na nienaruszone. Szyby były całe. Powiesiłem płaszcz w moim miniprzedpokoju. Przeszedłem przez pokój, w którym piszę przy oknie z widokiem na Hel. Żadnych śladów bytności obcego człowieka. W sypialni zdjąłem kurtkę i podszedłem do drzwi pokoju, w którym pracuję. Na drzwiach są szaragi. Za drzwiami kaflowy piec z drzwiczkami od paleniska. Za nimi drzwi do umywalni.
W momencie gdy byłem odwrócony plecami do drzwi od łazienki i usiłowałem powiesić rozpiętą już na wieszaku kurtkę, poczułem nagle przyłożoną do kręgosłupa lufę rewolweru. Zastygłem z rękami podniesionymi do góry. Odwrócony plecami do napastnika, czekałem na jakiś jego rozkaz. Przyszło mi na myśl, że musiał znajdować się w łazience, w chwili gdy byłem odwrócony do niego plecami, i błyskawicznie wsunął się do sypialni przez bezszelestnie otwierające się drzwi. Wtedy przystawił mi lufę rewolweru do pleców. Byłem zaskoczony niezwykłością nieprzewidywalnej i — jak mi się wydawało — najzupełniej bezsensownej sytuacji. W żadnym wypadku nie mógł to być czyjś żart. Czekałem milcząc.
— Panie, o co panu chodzi?
Bandyta milczał.
— Pieniądze są w kurtce. Kilkaset złotych. Powiesiłem ją przed chwilą na drzwiach.
Brak odpowiedzi.
— Panie, nie mogę się domyślić, czego pan ode mnie chce. Proszę powiedzieć.
Głucha cisza.
— Jak długo ma pan zamiar mnie tak trzymać?
I to pytanie pozostało bez odpowiedzi.
Sytuacja wydawała mi się coraz bardziej bezsensowna. Gdyby nie dobrze wyczuwalny koniec lufy, przytknięty do pleców, myślałbym, że zasnąłem stojąc i śnię. Usiłowałem wczuć się w sytuację bandyty. Dlaczego milczy? Jeśli mnie nie unieszkodliwi, podniosę alarm. Za łup kilkuset złotych nie opłaci mu się siedzieć. Prawdopodobnie jest to nowicjusz. Być może zastanawia się, co będzie, jeśli mnie zamorduje. Ale w jaki sposób? Strzał posłyszeć mogą sąsiedzi. Uwięzić mnie w pokoju nie może, bo jak sam już się przekonał — żadne drzwi w domu nie zamykają się na klucz, z wyjątkiem wyjściowych.
Rozumując dalej, doszedłem do wniosku, że do mieszkania trafił przypadkowo i nie zdążył wyjść przed moim powrotem. Zaskoczyłem go. W mieszkaniu oprócz książek nie ma nic wartościowego. Stara maszyna Remington do taśmy jedenasto milimetrowej, której już nikt nie produkuje.
— Panie — mówiłem do bandyty — rozumiem, dlaczego pan milczy. Pomylił się pan. Nie mam do pana pretensji. Będzie pan mógł spokojnie odejść. Nie mam zamiaru pana ścigać. W mieszkaniu oprócz książek, starej maszyny do pisania i kilkuset złotych nic więcej nie ma. Nie wiem, co pana do mego domu sprowadziło. Zbierał pan na drzewie orzechy i wpakował się bezmyślnie w trudną sytuację, bo drzewo do pana się nie nachyliło, gdy chciał pan zejść z dachu. Jeszcze raz powtarzam, nie mogę się domyślić, co pan zamierza i czego pan chce. Proszę, niech pan wreszcie powie.
Bandyta uparcie milczał. Zacząłem tracić cierpliwość.
— Jeśli pan nie chce, bym pana widział, bo może jest pan moim znajomym, to ja przesunę się do łazienki, zamknie pan od niej drzwi paskami wiszącymi w szafie obok. Przywiąże pan klamkę od łazienki do drzwiczek pieca. Nie będę mógł uwolnić się natychmiast, pan tymczasem wyjdzie spokojnie z domu. Zanim uda mi się wybić szybę w drzwiach łazienki i zdjąć paski z klamki, pan już będzie daleko. Zgadza się pan?
Bandyta milczał.
— Proszę pana, wydaje mi się, że jest to najbardziej rozsądne i dla pana korzystne rozwiązanie. Jeśli to panu nie odpowiada, proszę powiedzieć, czego pan chce ode mnie?
Bandyta milczał.
— Jeśli panu nie dogadza moja propozycja kompletnej bezkarności, znaczy to, że chodzi panu o coś zupełnie innego. Czy przyszedł pan mnie zabić? Jeśli tak, jest pan zupełnie niepoczytalny, a na to nie mam już żadnej rady. A więc niech pan strzela! Proszę przesunąć lufę wyżej i w lewo. Nie mam ochoty długo się męczyć.
Bandyta milczał.
— Nie chce pan strzelać z tyłu? Niech pan strzela z przodu. ODWRACAM SIĘ!
Zrobiłem półobrót w lewo, lufa rewolweru przesunęła się po plecach i po chwili usłyszałem stuknięcie trzonka miotły o kafle pieca. Wychodząc z domu, zostawiłem miotłę w równowadze chwiejnej przed drzwiami łazienki. W chwili gdy wieszałem kurtkę, miotła zmieniła się w niemego bandytę, przykładając mi koniec kija do pleców. Kij wspaniale imitował lufę rewolweru.

Treść z: „Kapitan Własnej Duszy. Borchardt znany i nieznany” Ewy Ostrowskiej.
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem