Jako, że lubię się motywować postanowiłem w dniu jego urodzin zagrać mu coś nad Pilicą.
45 lat wcześniej przez pół roku uczyłem się tego, do stanu wykonania. Takie wspomnienie z z dawnej mojej determinacji. Słabo to grałem ale grałem.
Wtedy nie było dzisiejszych poradników (to jest duży plus) na tubie.
Najpierw młody człowiek musiał się samemu nauczyć nut, potem je czytać, poznać teorię z zeszytów i książek, by w końcu zdobyć zeszyt pt: Mistrzowskie Utwory Gitarowe pana Powroźniaka i dzień w dzień, tydzień w tydzień, m-c w m-c próbować to zagrać, nigdy tego utworu wcześniej nie słysząc.
45 lat później kupiłem Yamachę 30M i zacząłem ćwiczyć. Cała moja literatura gitarowa (dzisiaj rarytas) zaginęła gdzieś po drodze licznych przeprowadzek.
Kupiłem zatem jeszcze dość drogie wydanie/zbiór 50-ciu klasyków, stanowiących podstawę koncertów.
W tym zbiorze są utwory, które będę grał.
Gitarowo poprzedni post otworzyłem wspaniałym wykonaniem Asturias. To nie jest trudny utwór dla kogoś, kto opanował technikę tremolo i grę arpeggio. Opanował w stopniu minimum podstawowym. To mi się akurat udało.
Nad Pilicą Karpikowi Wspomnienie zagrałem. Wtedy jeszcze słabo ale pierwszy krok zrobiłem.
Dzięki poradnikom w necie udało mi się w ciągu dwóch lat poprawić technikę gry do stopnia, który mnie zadziwił. A nie powinien.
Dalej gram słabo ale coraz lepiej.
50-tka Karpika skończyła się potworną migreną Strażnika Domowego.
Wszyscy wyjeżdżali a my nie mogliśmy. Do tego przed 16-tą zaczęło padać...
Normalnie powinniśmy zostać ale nie było za bardzo jak.
W przerwach między wymiotami siedziałem zbity jak pies i doglądałem Strażnika, wiedząc, że nic jej nie pomogę.
Ta migrena to stygmat. Wiąże go ze sobą. Cierpienia Strażnika jako odkupienie (za każdym razem) mej niepokornej duszy.
Siedząc tak, czekając na deszcz przyszło mi do głowy, by napisać książkę. Napisać ją w takim formacie. Bo to, że w ogóle napisać to już było dawno bezdyskusyjne.
Postawiłem sobie jednak warunek. Pismo wspak musi oddawać charakter lustrzanego czyli "normalnego". Dokładniej - musi to być technika płynna. W tym sensie "charakter". Nie jakieś gnioty. Po prostu pismo wyćwiczone.
Już po, obecnym etapie Marysi.