Podsumowanie.
Książka gotowa.
Format 2xA4. Nie wiem jaki to ale na takim pisałem. Znalazłem w piwnicy pożółkły papier "po ojcu".
Jego pogrzeb miał miejsce w moje imieniny. W szczycie szałkowita. W tym największym. Nawet kruki z wronami się pochowały, choć to nie ich pogrzeb byl.
Cmentarz był pusty.
Przed wejściem ja, Strażnik Domowy i babcia Ela. Babcia Ela jest hipochondrykiem. To mama Strażnika Domowego. Wiem, jakie to było dla niej wyzwanie.
Junior z synową wpadli "na chwilę". Trzymali dystans. Przeprosili, że nie wezmą udziału w ceremonii, bo wirus... Szybki uścisk dłoni, żadnych egzaltacji.
Stoisz tak na tym pustym cmentarzu, przed kaplicą. Nikogo z rodziny tej dalszej, to już w ogóle. Wiadomo... wirus. W koronie...
I wtedy na plac przed cmentarzem wjeżdża bus...
Konieczna pauza.
Łzy krokodyle lecą mi po policzkach.